• @andrzej_rzonca

Moje zaskoczenia w Radzie Polityki Pieniężnej


Członkostwo w Radzie Polityki Pieniężnej było dla mnie olbrzymim wyzwaniem, wielką odpowiedzialnością, ale też wspaniałą przygodą. Przygoda nierozerwalnie wiąże się z zaskoczeniami. Poniżej przedstawiam najważniejsze z tych, którymi mogę się podzielić.

1. Polityka pieniężna, która nie odpowiada preferencjom żadnego członka Rady, może dać bardzo dobre wyniki.

Przeciętnie każdy członek Rady przegrał ponad 13 głosowań w sprawie parametrów polityki pieniężnej. Tylko przewodniczący oraz jeden członek Rady (prof. Hausner) przegrali mniej niż 10 głosowań (przegrane głosowania prof. Gilowskiej i prof. Osiatyńskiego sumuję, gdyż każda z tych osób była w Radzie jedynie część kadencji). Mimo że kształt polityki pieniężnej nie odbijał w pełni preferencji żadnego członka Rady, dała ona rezultaty, z których każdy z nas mógł być zadowolony. W szczególności udało się ograniczyć wahania inflacji bazowej, kursu walutowego oraz luki popytowej. Złoty był jedną z najstabilniejszych walut, co zachęciło niektóre kraje do ulokowania w nim części swoich rezerw dewizowych. Zmienność luki popytowej spadła nie tylko w stosunku do przeszłości, ale i stała się mniejsza niż w otwartych gospodarkach o podobnej otwartości co Polska, w tym takich, jak Chile, Czechy, czy Szwecja, których banki centralne od lat były stawiane za wzór innym bankom centralnym – także Narodowemu Bankowi Polskiemu. Trafne prognozowanie wzrostu okazało się najłatwiejsze w całej Unii Europejskiej, choć w przeszłości należało do najtrudniejszych. Swoim następcom przekazaliśmy gospodarkę niemal idealnie zrównoważoną. Dynamika i poziom PKB z grubsza odpowiadają szacunkom dynamiki i poziomu PKB potencjalnego. Stopa bezrobocia jest niewiele niższa od NAWRU. Na rachunku obrotów bieżących jest nadwyżka, a eksport rośnie w podobnym tempie co import. Kredyt od trzech lat rośnie w tempie wzrostu gospodarki. Spada odsetek kredytu z utratą wartości.

2. Mimo częstego przegrywania glosowań da się zachować wpływ na kształt polityki pieniężnej.

Mimo że byłem trzecim najczęściej przegrywającym głosowania członkiem Rady (przegrałem łącznie 15 głosowań), mam poczucie wywarcia wpływu na kształt polityki pieniężnej. Jak sądzę, pozostali członkowie nie różnią się pod tym względem ode mnie. Choć w Radzie nie zgadzaliśmy się co do szczegółów, to udało się nam wypracować wspólną strategię. Duża zasługa w tym przewodniczącego. Zdołał on wygasić konflikty między osobami, które wcześniej nie potrafiły się zgodzić w zasadzie w żadnej sprawie – także „Założeń polityki pieniężnej”. Tylko w 2010 roku trzech członków zagłosowało przeciwko „Założeniom”, w kolejnych latach były one przyjmowane w konsensusie.

Politykę naszą wyróżniały przynajmniej dwie cechy: po pierwsze, brak większych obaw przed nadmiernym dysparytetem stóp procentowych, po drugie, głębokie przekonanie, że pieniądz musi kosztować. Dzięki tym cechom, z jednej strony, uniknęliśmy nierównowag, jakie powstały w tych gospodarkach wschodzących, w których władze monetarne w latach 2011-2012 bały się podnosić stopy procentowe. Z drugiej strony, nie wypłynęliśmy na „nieznane wody” niekonwencjonalnej polityki pieniężnej, za którą wiele krajów już płaci, a zapłaci dużo więcej. Jedyną ekstrawagancją, na którą sobie pozwoliliśmy, był kilkumiesięczny epizod „forward guidance”. Rada zdecydowała się na ten ruch, gdy nie miała żadnych wątpliwości co do tego, że zrealizuje to, co zapowiada. Wyszliśmy z tej ekstrawagancji bez żadnych strat dla wiarygodności NBP i na długo przed innymi bankami centralnymi.

Dla mnie szczególnie ważne były ponadto trzy elementy strategii: (a) elastyczne podejście do odchyleń inflacji od celu, (b) większa czujność Rady w przypadku odchyleń inflacji w górę niż w dół (choć bez wyrażania wprost asymetrii w reakcji na odchylenia, do czego próbowałem przekonać pozostałych członków Rady) oraz (c) mocne zaakcentowanie znaczenie stabilności finansowej dla stabilności cen.

3. Podejmowanie decyzji w polityce pieniężnej może być naprawdę kolegialne.

Mimo że niemal wszyscy członkowie Rady często przegrywali głosowania, to jeszcze częściej je wygrywali. Tylko jeden z nas częściej przegrywał głosowania niż je wygrywał. Z jednym wyjątkiem jego przegrane nie wynikały jednak z tego, że uważał, iż stopy procentowe powinny być zmieniane w innym kierunku niż chciała większość w Radzie. Próbował on jedynie przekonać ją do odważniejszych ruchów, podczas gdy większość preferowała ostrożność.

Każda z grup, na które zwykło dzielić się Radę, wywarła wpływ na kształt polityki pieniężnej. W pierwszej połowie kadencji przewagę miały „jastrzębie”, ale „gołębie” utemperowały skalę podwyżek. W drugiej połowie kadencji role się odwróciły.

4. Kierowanie się prognozami przez członków Rady w zasadzie neutralizuje koszt odwlekania decyzji przy ich kolegialnym podejmowaniu.

Naturalną konsekwencją kolegialnego podejmowania decyzji jest ich odwlekanie. I rzeczywiście, gdyby nie „gołębie”, podwyżki stóp rozpoczęłyby się we wrześniu 2010 roku, a nie na początku 2011 roku. Z kolei, gdyby nie „jastrzębie”, nie byłoby podwyżki w maju 2012 roku i cykl obniżek rozpocząłby się wcześniej. Odwlekanie decyzji nie jest jednak równoznaczne z ich spóźnieniem. Przed spóźnieniem chroniło Radę kierowanie się prognozami, w czym była wspierana przez profesjonalizm pracowników Instytutu Ekonomicznego NBP (jakość przygotowywanych w nim prognoz należy do najwyższych na świecie). Nawet podwyżka z maja 2012 roku ex ante nie była błędem. W świetle projekcji z lipca 2012 roku przygotowanej przy użyciu modelu DSGE, standardowego narzędzia w nowoczesnej bankowości centralnej, podwyżki powinny być dwie, a nie jedna, a ich cykl powinien być rozciągnięty na III kwartał 2012 roku.

5. Nie było żadnej politycznej presji.

Podwyżki stóp procentowych oraz ostrożność w ich obniżaniu nie mogły podobać się rządzącym, którzy mają naturalną skłonność do koncentrowania się na tym, co dziś. Swoje niezadowolenie zdarzało im się wyrażać w mediach. Niektórzy, zwłaszcza jeden wiceminister, w swojej krytyce popadali w groteskę. Nigdy jednak nie zetknąłem się z najmniejszą próbą zakulisowego wpływania na moje decyzje. Moja niezależność była respektowana od momentu powołania do Rady do końca kadencji. Ten szacunek dla niezależności i apolityczności RPP budzi we mnie najwyższe uznanie. Nie wszystko jest polityką, nawet jeśli nazywa się polityką.


ANDRZEJ RZOŃCA

© ANDRZEJ RZOŃCA 2020