• @andrzej_rzonca

Kilka faktów nt. ubiegłorocznego spowolnienia


PiS, przejmując władzę, odziedziczył gospodarkę, której wzrost był solidny i przyspieszał. W całym 2015 roku wyniósł 3,8%, w tym w IV kwartale 4,6%, i był wyraźnie szybszy od prognoz. Na przykład MFW na wiosną 2015 r. przewidywał, że wyniesie 3,5%. Przyspieszającemu wzrostowi gospodarki towarzyszyła systematyczna poprawa sytuacji na rynku pracy. Liczba pracujących rosła w tempie prawie 2% rocznie. W efekcie, zwiększyła się o 266 tys.

Ale po przejęciu władzy przez PiS wzrost gospodarczy, zamiast dalej przyspieszać lub przynajmniej się ustabilizować, na co wskazywała większość prognoz, wyhamował – z 4,6% w IV kwartale 2015 roku do 2,5% w IV kwartale 2016 roku i 2,7% w całym ubiegłym roku. Dla porównania, na wiosnę 2016 r. MFW przewidywał, że wzrost wyniesie 3,6%, a Minister Rozwoju jeszcze na początku sierpnia utrzymywał, że będzie to 3,8%.

Każde spowolnienie gospodarcze przychodzi niespodziewanie, ale PiS zafundował Polsce takie, jakiego jeszcze nie było. Po raz pierwszy w historii wolnej Polski zdarzyło się, że wzrost gospodarczy przyhamował, mimo dobrej koniunktury za granicą, pozwalającej na szybkie zwiększanie eksportu. Spowolnienie w 1998 roku poprzedził kryzys azjatycki i rosyjski. Przed spowolnieniem w 2001 roku pękła internetowa bańka spekulacyjna i załamały się światowe giełdy. Spowolnienie w 2009 roku poprzedził wybuch globalnego kryzysu finansowego. Przed spowolnieniem w 2013 roku rozlał się kryzys zadłużeniowy po strefie euro. Spowolnienie w 2016 roku nie poprzedził żaden wstrząs za granicą. W kraju natomiast doszło do „dobrej” zmiany. PiS przy władzy okazał się dla polskiej gospodarki podobnym wstrząsem, jak wcześniej kryzys azjatycki i rosyjski, pęknięcie internetowej bańki spekulacyjnej i złamanie na światowych giełdach, globalny kryzys finansowy oraz kryzys zadłużeniowy w strefie euro.

Po raz pierwszy w historii wolnej Polski zdarzyło się też, że wzrost gospodarczy spowolnił, mimo że przyspieszył wzrost konsumpcji, napędzany przez odziedziczoną przez PiS bardzo dobrą sytuacją na rynku pracy.

Skąd więc wzięło się spowolnienie w ubiegłym roku? Otóż, mimo szybko rosnącego eksportu i konsumpcji, załamały się inwestycje. W całym roku spadły o 7,9%, podczas gdy rok wcześniej wzrosły o 6,1%. Przejęcie władzy przez PiS dla inwestycji okazało się gorsze niż globalny kryzys finansowy, czy kryzys zadłużeniowy w strefie euro. Po tamtych wstrząsach inwestycje spadły prawie trzykrotnie słabiej niż w ub. roku.

Pewnego osłabienia wzrostu inwestycji w 2016 roku można było się spodziewać ze względu na przejście do nowej perspektywy budżetowej w ramach funduszy unijnych. NBP w marcu 2016 roku oceniał, że na skutek owego przejścia wykorzystanie środków z Unii w 2016 r. spadnie o około 11 mld zł w porównaniu do 2015 r., czyli o 0,6% PKB. Spadek ten miał być jednak łagodzony przez utrzymanie szybkiego wzrostu inwestycji finansowanych z innych źródeł, w tym w szczególności podejmowanych przez przedsiębiorstwa. W sumie, inwestycje w gospodarce miały wzrosnąć o 5,1%. Gdyby tak się stało, byłyby o ponad 47 mld wyższe od tych, które udało się zrealizować pod rządami PiS.

Ale „dobra” zmiana dała radę – sparaliżować zarówno administrację, jak i przedsiębiorstwa. Wykorzystanie funduszy unijnych spadło dwa i pół razy silniej niż przewidywały niezależne instytucje. PiS chciałby zrzucić tę kompromitację na poprzedników. Ale przeszkadzają mu fakty. O ile w 2015 roku wykorzystanie funduszy unijnych postępowało szybciej niż w 2008 roku, czyli na tym samym etapie poprzedniej perspektywy budżetowej, o tyle w 2016 roku stało się wyraźnie wolniejsze niż w 2009 roku. PiS zmarnował doświadczenie urzędników, którzy zajmowali się obsługą funduszy unijnych. Zamiast z niego skorzystać, zastąpił część z nich PiSiewiczami, a resztę sparaliżował groźbami zwolnień i spraw w prokuraturze oraz przełożonymi niepotrafiącymi podejmować decyzji.

Podobne szkody wyrządził w spółkach, nad którymi przejął kontrolę. Tam inwestycje potrafiły, w zależności od kwartału, spaść nawet o 40%. Ale ostro hamowano je też w firmach prywatnych oraz w przedsiębiorstwach z udziałem kapitału zagranicznego. W sumie, inwestycje przedsiębiorstw (zatrudniających powyżej 49 osób) spadły w 2016 roku o 13,2%, przy czym z kwartału na kwartał to załamanie się pogłębiało. W IV kwartale ich spadek sięgnął 20,8%.

PiS zniechęcił przedsiębiorstwa do inwestowania, mimo że mają one powody, żeby inwestować, i środki na ich sfinansowanie. Wysoki popyt z zagranicy oraz gospodarstw domowych sprawia, że brakuje im wolnych mocy produkcyjnych. Jednocześnie są w doskonałej kondycji finansowej, która w sektorze prywatnym jeszcze się poprawiła. Nie mają też problemów z dostępem do kredytu bankowego. Banki akceptują prawie 90% wniosków kredytowych – istotnie więcej niż przeciętnie w przeszłości.

Dlaczego więc firmy nie inwestują? Przedsiębiorcy po prostu się boją. Swoją przyszłą sytuację ekonomiczną oceniają niemal tak źle jak w 2012 roku – po rozlaniu się kryzysu zadłużeniowego po strefie euro. Wtedy jednak pesymizm szybko ustąpił miejsca optymizmowi, podczas gdy tym razem od półtora roku się pogłębia. Od jesieni 2015 roku, kiedy PiS sięgnął po władzę, króluje niepewność. Wydawało się, że ustanowiony wtedy niechlubny rekord odsetka firm, wskazujących ją jako poważną barierę dla rozwoju, długo nie zostanie pobity. Ale PiS kolejny raz dał radę. Wedle najświeższych danych poczucie niepewności wśród firm jest jeszcze większe niż wtedy, gdy przejmował władzę. Zarazem jest ona najczęściej wskazywanym powodem wstrzymywania się z realizacją znaczących inwestycji – prawie osiem razy częściej niż problemy z pozyskaniem funduszy unijnych.

Skąd owe poczucie niepewności? Otóż, PiS dramatycznie zwiększył ryzyko inwestowania.

Wyśrubował rekord inflacji prawa. Wedle Grant Thornton w zeszłym roku wprowadził 31906 stron nowych ustaw i rozporządzeń – najwięcej przynajmniej od 1918 roku. Gdyby próbować śledzić PiSowskie zmiany w prawie, trzeba byłoby na to średnio 4h 17 min każdego dnia. Sam wydruk ustaw i rozporządzeń zabrałby 18 godzin.

Prawie połowa PiSowskiej produkcji prawa w 2016 roku dotyczyła gospodarki. Szczególnie „twórczy” PiS był w kwestii prawa podatkowego. W ciągu roku zmienił jedną trzecią wszystkich przepisów dotyczących podatków. Uchylono uchwaloną przez poprzedni parlament obniżkę VAT. Pojawiły się nowe podatki: bankowy, ubezpieczeniowy, handlowy. Zapowiadane są kolejne – np. „od nieczynnego kapitału”. Wymyślane są coraz to nowe sankcje, od konfiskaty rozszerzonej począwszy, wprowadzającej odpowiedzialność przedsiębiorcy za cudze przestępstwo – np. menedżera, czy księgowej – i pozwalającej państwu na odbieranie mienia uzyskanego nawet pięć lat przed popełnieniem przestępstwa, a skończywszy na karze 25 lat więzienia za wyłudzenia VAT-owskie. PiS lubuje się także w ograniczeniach i zakazach – obrotu ziemią rolną, działalności komorniczej poza rewirem, budowy nowych farm wiatrowych i modernizacji starych, świadczenia usług ratownictwa medycznego przez prywatne firmy, posiadania więcej niż trzech aptek, sprzedaży kosmetyków w aptekach i leków poza aptekami, handlu w niedzielę itp.

Masowo produkując prawo, PiS jednocześnie zupełnie nie dba o jego jakość. Według Obywatelskiego Forum Legislacji trzy-czterokrotnie częściej niż za poprzednich rządów korzysta z możliwości składania projektów ustaw przez posłów, co pozwala mu uchwalać je bez konsultacji społecznych i oceny skutków. Ponadto, sprowadził rolę tak Senatu, jak i Prezydenta do ślepego akceptowania tego, co przyjmą posłowie. Według Grant Thornton Senat w 2016 roku nie zgłosił żadnych poprawek do ponad 2/3 ustaw, a Prezydent ani razu nie zawetował PiSowskiej ustawy. Przeciętna liczba dni pracy nad ustawą od jej wpłynięcia do Sejmu po podpis Prezydenta wyniosła 77 dni wobec 151 dni w 2014 roku, czyli ostatnim pełnym roku sprawowania urzędu przez Bronisława Komorowskiego. Jedną ustawę i to podatkową, PiS przepchnął przez trzy czytania w Sejmie oraz Senat, a prezydent podpisał, w ciągu jednego dnia. To nie zdarzyło się od wprowadzenia stanu wyjątkowego w związku z powodzią w 1997 roku.

Wreszcie, PiS usiłuje pozbawić ludzi dostępu do wymiaru sprawiedliwości niezależnego od władzy. Upolitycznił prokuraturę. Sparaliżował Trybunał Konstytucyjny. Podporządkował sobie dyrektorów sądów powszechnych. Zaraz to samo zrobi z ich prezesami i wiceprezesami. Dobiera się do Sądu Najwyższego i Krajowej Rady Sądownictwa, żeby mieć trwale pod butem całe sądownictwo. Naruszając trójpodział władzy, spycha Polskę z Zachodu na Wschód. Zaszczepia w Polsce rosyjski model gospodarczy, w którym to od władzy, a nie do decyzji klientów zależy kto się będzie bogacić, a kto straci pracę, dochody, majątek.

PiS podcina opłacalność inwestowania także przez pogłębianie niedoboru rąk do pracy. Kto zainwestuje w nowe moce produkcyjne, mając problemy z obsadą istniejących linii produkcyjnych?

Już teraz brak kadr należy do pięciu barier rozwoju, na które najczęściej skarżą się firmy. Liczba osób w wieku produkcyjnym przestała rosnąć 7 lat temu. Od 2010 roku, mimo podnoszenia wieku emerytalnego, spadła już o ponad 400 tys. Ten ubytek został z naddatkiem skompensowany przez ograniczenie bezrobocia i bierności zawodowej – głównie w związku z mniejszymi możliwościami przechodzenia na wczesne emerytury. Ale oba te źródła kompensowania spadku liczby osób w wieku produkcyjnym za chwilę się wyczerpią. Bezrobocie jest rekordowo niskie i zbliża się do poziomów w takich krajach, jak Niemcy, czy Wielka Brytania. Z kolei pierwsze roczniki pracowników, które straciły prawo do wczesnych emerytur, osiągnęły już wiek emerytalny.

Przez najbliższe ćwierć wieku Polska będzie miała szóste najszybciej starzejące się społeczeństwo w Unii Europejskiej. Jak odpowiedział na to wyzwanie PiS? Obniżył wiek emerytalny – w przypadku kobiet do najniższego poziomu w Unii. Gdyby nie zrobił nic i wiek emerytalny byłby dalej podnoszony, to i tak liczba osób w wieku produkcyjnym zmniejszałaby się przeciętnie o 95 tys. rocznie. Ale w wyniku nadania uprawnień emerytalnych dodatkowym dwóm rocznikom mężczyzn i aż siedmiu rocznikom kobiet, ten ubytek się podwoi – do niemal 180 tys. osób rocznie. Największego wstrząsu rynek pracy dozna w latach 2018-2019, kiedy prawo do emerytury otrzyma nie pojedynczy rocznik kobiet i mężczyzn, a trzy różne roczniki i to bardzo liczne.

Dodatkowo PiS podwyższył wiek obowiązku szkolnego z 6 do 7 lat. Tym samym skrócił o dalszy rok okres aktywności zawodowej Polaków. Tak późno rozpoczynają naukę dzieci już tylko z 36 krajów. Z wyjątkiem Polski są to przy tym albo kraje biedne, w których przyrost naturalny jest wysoki, albo kraje o silnym napływie imigrantów, który spowalnia proces starzenia się ich społeczeństw. W 170 krajach wiek obowiązku szkolnego wynosi 6 albo mniej lat.

Skoro ubywa rąk do pracy, nie powinno dziwić, że firmy, jeśli decydują się na inwestycje, to najczęściej odtworzeniowe. Zwiększenie potencjału produkcyjnego lub unowocześnienie technologii jeszcze nigdy nie było tak rzadko deklarowanym celem rozpoczynanych inwestycji, jak w zeszłym i br.

W tym roku dojdzie do wyraźnego odbicia gospodarczego – ale nie za sprawą PiS, a pomimo PiS przy władzy. Same inwestycje samorządów wywindują wzrost PKB powyżej 4%. Dodatkowym czynnikiem dynamizującym wzrost będzie dalsza poprawa koniunktury za granicą. Ale o tym w następnym komentarzu.


ANDRZEJ RZOŃCA

© ANDRZEJ RZOŃCA 2020