• @andrzej_rzonca

Co wynika z założeń makroekonomicznych do budżetu na 2018 rok


Założenia makroekonomiczne, w oparciu o które przygotowano projekt Ustawy budżetowej, są konserwatywne.

Założono w nim, że tempo wzrostu PKB wyniesie w 2017 roku 3,6%, a w br. 3,8%. W mojej ocenie w ub. r. wzrost przekroczył 4,5% (po trzech kwartałach wyniósł 4,4%, w tym w III kwartale 4,9%, zaś w IV kwartale przewyższył zapewne 5%). W tym roku może być bliski 5% (pod warunkiem, oczywiście, że w gospodarce światowej nie wystąpią w przyszłym roku żadne poważne wstrząsy).

Do dalszego przyspieszenia dynamiki PKB przyczyni się przede wszystkim wzrost inwestycji, w tym także prywatnych, dla którego istnieje duża przestrzeń. W wyniku załamania tych inwestycji w 2016 roku i stagnacji przez trzy kwartały ub. r., ich udział w PKB obniżył się do najniższego poziomu od 1994 roku. Tymczasem, na rynku mieszkaniowym trwa boom, a przedsiębiorstwa mają zarówno powody, żeby inwestować, jak i środki na sfinansowanie inwestycji. Popyt przestał być istotną barierą rozwoju dla zdecydowanej większości firm, a ich przewidywania odnośnie do jego kształtowania są optymistyczne. Zdolności wytwórcze są wykorzystywane w stopniu wyraźnie przekraczającym wieloletnią średnią. Bardziej intensywnie były wykorzystywane jedynie w poprzednim szczycie koniunktury – bezpośrednio przed wybuchem globalnego kryzysu finansowego. Wskaźniki płynności wciąż kształtują się na wysokim poziomie, choć już nie tak wysokim, jak w ubiegłym roku. Kredyt jest wciąż szeroko dostępny, jakkolwiek odsetek zaakceptowanych wniosków kredytowych od 2 kwartałów spada. Koszt kredytu utrzymuje się na historycznym minimum. Jakikolwiek wzrost udziału inwestycji prywatnych w PKB będzie wymagał, żeby rosły one szybciej niż gospodarka, co będzie podnosiło dynamikę PKB w stosunku do ub. r.

Inne główne strumienie składające się na łączny popyt nie powinny rosnąć wolniej niż w zeszłym roku. W szczególności można oczekiwać dalszego silnego wzrostu popytu zewnętrznego na krajowe dobra i – w efekcie – raczej przyspieszenia dynamiki eksportu niż jej spowolnienia (w projekcie Ustawy budżetowej założono jej lekki spadek – z 7,1% w 2017 do 6,4%). Komisja Europejska ocenia, że tempo wzrostu w Unii Europejskiej, która jest główny odbiorcą polskiego eksportu, ma szanse przyspieszyć do 2,2% (podczas gdy w projekcie Ustawy budżetowej założono, że wyniesie 1,9%).

Jest też wysoce prawdopodobne dalsze przyspieszenie dynamiki płac, które będzie wspierać szybki wzrost prywatnej konsumpcji (w projekcie Ustawy budżetowej założono, że dynamika płac nieco przyhamuje – z 4,8% w 2017 do 4,7%, podobnie jak tempo wzrostu konsumpcji – z 4,0 do 3,5%). W każdym razie i w 2017 roku, i w br. wzrost płac powinien znacząco przekroczyć 5%, a wzrost konsumpcji ukształtować się na poziomie około 4%. Do przyspieszenia dynamiki płac przyczynia się niedostatek rąk do pracy. Jest on, obok niestabilności otoczenia prawnego, wskazywany jako najpoważniejsza bariera rozwoju przez przedsiębiorców. Stopa bezrobocia w III kwartale 2017 roku była o 0,4 pkt proc. niższa niż wedle projektu Ustawy budżetowej miała wynieść na koniec ub. r. Także odpływ ludzi z rynku pracy na skutek obniżenia wieku emerytalnego okazał się głębszy niż przewidywano w momencie przygotowywania założeń makroekonomicznych do projektu Ustawy budżetowej.

Także założona w projekcie Ustawy budżetowej inflacja wydaje się niska. Przyjęto, że wyniesie ona 2,3% w br., a więc tylko niewiele więcej niż na koniec 2017 r. (około 2%). Mimo że takie założenie nie odbiega od średniej z prognoz rynkowych na br. (zob. np. badanie ankietowe profesjonalnych prognostów prowadzone co kwartał przez NBP), to ryzyko dla owych prognoz jest raczej asymetryczne w górę niż w dół. Ich realizacja jest oparta na (skądinąd naturalnym) założeniu braku wstrząsów na rynkach międzynarodowych, w szczególności surowców rolnych i energetycznych, oraz na przewidywaniu stopniowego umacniania się złotego. Trzy cechy koniunktury gospodarczej na świecie uprawdopodabniają co prawda scenariusz umacniania się złotego:

- jest ona najlepsza od wybuchu globalnego kryzysu finansowego;

- poprawia się, co ogranicza ryzyko jej nagłego pogorszenia (jedną z cech charakterystycznych fluktuacji gospodarczych po II wojnie światowej jest rzadkość występowania załamań bezpośrednio po wyraźnym przyspieszeniu);

- obejmuje dużą liczbę krajów, w tym gospodarki wschodzące, do których wciąż na ogół jest zaliczana Polska.

Niemniej każda z tych cech koniunktury gospodarczej na świecie zarazem zwiększa ryzyko pojawienia się presji na wzrost cen surowców, a ta ma silne przełożenie na inflację w naszym kraju, istotniejsze niż kształtowanie się kursu złotego.

Konserwatywne założenia makroekonomiczne powodują, że dochody budżetu państwa będą prawdopodobnie wyższe niż zapisano w projekcie Ustawy budżetowej, a wydatki i – w efekcie – deficyt i dług publiczny – niższe. Dług publiczny, jak również wydatki publiczne i deficyt, będą prawdopodobnie dodatkowo obniżane przez aprecjację złotego. Z powodów wskazanych powyżej może być ona silniejsza niż założono w projekcie Ustawy budżetowej (przyjęto w nim, że w 2017 kurs euro wyniesie średnio w roku 4,27 zł, a w 2018 r. 4,25 zł; tymczasem już w ub. r. kurs ten wyniósł przeciętnie mniej niż 4,25 zł). Będzie ona obniżać wartość w złotych tej części długu, którą zaciągnięto w walucie. Zarazem będzie też zmniejszać koszty obsługi tego długu.

Poprawa stanu finansów publicznych wynikająca z przyjęcia konserwatywnych założeń makroekonomicznych nie będzie jednak trwała. Prawdopodobny szybszy wzrost gospodarki niż założono w projekcie Ustawy budżetowej nie będzie wynikiem poprawy perspektyw wzrostu w długim okresie, a będzie miał naturę cykliczną. Istniejące wieloletnie prognozy wzrostu wskazują, że dynamika PKB potencjalnego wynosi mniej niż 3% i słabłaby, nawet gdyby obecny rząd nie wprowadził anty-reform, które ją podcinają (na ich temat pisałem w komentarzu z 7 lutego 2017 roku). Im bardziej tempo wzrostu PKB odchyli się teraz od dynamiki PKB potencjalnego w górę, poprawiając stan finansów publicznych, tym silniej w przyszłości odchyli się w dół, pogarszając ten stan. Podobnie będzie z kursem złotego i jego skutkami dla finansów publicznych, jako że kurs równowagi, wokół którego on oscyluje, jest funkcją długofalowego wzrostu gospodarki. Z kolei ze skutkami inflacji dla stanu finansów publicznych będzie nawet gorzej. Dopóki rośnie ona szybciej niż założono w Ustawie budżetowej, poprawia dochody publiczne oraz obniża realną wartość wydatków państwa. Ale w przypadku większości wydatków publicznych ubytek ich realnej wartości musi być zrekompensowany ich beneficjentom w przyszłości. Kiedy zaś inflacja w końcu spadnie poniżej założeń z budżetu, ci, którzy skorzystają wówczas na nadzwyczajnym realnym wzroście wydatków publicznych, nie będą musieli w kolejnym okresie niczego zwracać do budżetu państwa.

Z powodu owej nietrwałości ocenę projektu budżetu na 2018 rok, której elementy przedstawiłem w dwóch poprzednich komentarzach, sporządziłem przy założeniu, że główne wielkości fiskalne zostaną zrealizowane w kwotach zapisanych w projekcie. Warto o niej pamiętać, gdy w trakcie roku znowu będziemy bombardowani informacjami o rzekomym dobrym stanie finansów publicznych. Ich rzeczywisty, niestety opłakany obraz ujawni się, kiedy przyjdzie pogorszenie koniunktury gospodarczej na świecie, osłabi się kurs złotego, a słabnący łączny popyt ponownie przyhamuje inflację. Chyba, że rząd zawczasu przerwie beztroski bal, o co kolejny raz apeluję.


ANDRZEJ RZOŃCA

© ANDRZEJ RZOŃCA 2020