• @andrzej_rzonca

Dlaczego polska gospodarka potrzebuje stabilności


Polska potrzebuje więcej zdrowego wzrostu gospodarki. Wzrost szybszy o 1 pkt proc. to niemal 20 mld zł więcej w portfelach Polaków już w rok. W czwartym roku to 80 mld zł więcej, czyli trzy i pół razy tyle, ile z budżetu wydaje się na program 500+, i to bez odbierania komukolwiek czegokolwiek oraz bez zaciągania długów.

Przyczyny wzrostu gospodarczego są najważniejszym przedmiotem dociekań w ekonomii od początku jej istnienia. Dzieło Adama Smitha z 1776 roku, ojca nowoczesnej ekonomii, nosiło tytuł „Badania nad naturą i przyczynami bogactwa narodów”. Najnowsze badania wskazują, że wzrost gospodarczy jest silnie powiązany ze stabilnością gospodarki. Wysoki poziom dochodu na mieszkańca w krajach Zachodu wziął się w dużym stopniu stąd, że tam, znacznie skuteczniej niż w innych regionach świata, dbano o stabilność wzrostu gospodarczego. Mimo że przeciętny wzrost na Zachodzie w okresie dobrej koniunktury był wolniejszy niż gdzieindziej, to różnicę tę z naddatkiem kompensowały krajom Zachodu dużo rzadsze i płytsze recesje. Po drugiej wojnie światowej zdarzały się one tam rzadziej niż co 8 lat i skutkowały spadkiem PKB o nieco ponad 2 procent, podczas gdy inne kraje tkwiły w nich raz na trzy-pięć lat, a ich gospodarki kurczyły się o 4-5 procent w każdym roku recesji.

Doświadczenia Polski potwierdzają znaczenie stabilności dla wyników gospodarczych. Przeciętne tempo wzrostu PKB w okresie transformacji było u nas szybsze niż w pozostałych krajach posocjalistycznych w dużym stopniu dlatego, że polska gospodarka wyróżniała się stabilnością – w ostatnich kilkunastu latach nawet na tle „starej” Unii. W UE latach 2000-2016 tempo wzrostu PKB było mniej zmienne niż w Polsce jedynie w Belgii i we Francji. Żadnemu z cyklicznych spowolnień w naszym kraju nie towarzyszył spadek PKB. Polska gospodarka jako jedyna w UE nie skurczyła się nawet podczas globalnego kryzysu finansowego.

Zawdzięczamy to w znaczącej części wolniejszemu wzrostowi zadłużenia niż w większości krajów UE i regionu. Sprawdziły się takie instytucje stabilizujące, jak niezależny bank centralny, czy progi ostrożnościowe dla długu publicznego. Polska była jedynym spośród nowych krajów członkowskich UE, w którym poakcesyjny boom został przerwany przez zaostrzenie polityki makroekonomicznej, zarówno fiskalnej, jak i pieniężnej. Politykę fiskalną zacieśniło wprowadzenie, choć w okrojonej wersji, planu Haunsnera. Zaostrzenie polityki pieniężnej było pochodną wykazywanej wtedy skłonności NBP do zdecydowanego reagowania na nasilenie presji inflacyjnej. To asymetryczne (choć jedynie w praktyce, a nie formalnie) podejście NBP do ryzyka, odpowiednio, wzrostu i spadku inflacji poniżej celu odróżniało jego politykę od prowadzonej w innych krajach, w szczególności przez główne banki centralne. Mając dobrze zakotwiczone oczekiwania inflacyjne, reagowały one agresywnie na ryzyko spadku łącznego popytu poniżej produktu potencjalnego, natomiast wykazywały znacznie więcej tolerancji wobec perspektyw wzrostu łącznego popytu ponad potencjał gospodarki. Ponadto, w 2006 roku NBP, który sprawował wówczas nadzór nad sektorem bankowym, wprowadził rekomendacje dla banków, ograniczające wzrost kredytów denominowanych w walutach obcych.

Z wszystkich tych powodów boom kredytowy w Polsce był dużo krótszy niż w większości innych krajów UE. Rozpoczął się w 2006 roku i skończył w 2008 roku po upadku banku Lehman Brothers i wejściu globalnego kryzysu finansowego w najostrzejszą fazę. W rezultacie, koniec boomu nie doprowadził do głębokiej recesji. Banki w Polsce okazały się odporne na światowy kryzys, bo nie rozwinęły nadmiernie ryzykownej działalności przed jego wybuchem. Gdyby boom kredytowy trwał w Polsce równie długo jak w innych nowych krajach członkowskich UE, to Polska przeszłaby przez podobnie głęboką recesję jak tamte kraje. Płynny kurs nie złagodziłby wstrząsu wywołanego wybuchem globalnego kryzysu finansowego. Przeciwnie, mógłby go wzmocnić. Negatywne następstwa wzrostu wartości w złotych kredytów denominowanych w walutach obcych prawdopodobnie przeważyłyby nad korzyściami z poprawy cenowej konkurencyjności krajowych dóbr w stosunku do dóbr zagranicznych.

Przeszłe sukcesy nie gwarantują przyszłych. W przypadku większości krajów przeszłe tempo wzrostu (np. w danej dekadzie, piętnastoleciu, czy dwudziestopięcioleciu) w niewielkim stopniu pomagało przewidzieć jego przyszłą wysokość. Oby u nas było inaczej. Stąd też, uczmy się z doświadczeń Zachodu i własnych, i pielęgnujmy stabilność. Jeśli ją zaniedbamy, to boleśnie odczujemy to przy najbliższym pogorszeniu koniunktury gospodarczej na świecie.

#rząd #GUS #gospodarka

ANDRZEJ RZOŃCA

© ANDRZEJ RZOŃCA 2020