• @andrzej_rzonca

Jak odbudować filar kapitałowy w systemie emerytalnym?


Obniżenie wieku emerytalnego – w przypadku kobiet do najniższego poziomu w całej Europie, skazuje nasze społeczeństwo na głodowe emerytury, podwyżki podatków i konflikty społeczne. Jeśli nie zrobimy nic, to 60-70% osób urodzonych po 1975 roku będzie otrzymywać minimalną emeryturę. Jednocześnie żeby emerytury nie spadły poniżej minimum określonego przez Międzynarodową Organizację Pracy, to po 2030 roku w każdym kolejnym roku budżet będzie musiał zwiększać dotację do FUS o 0,3% PKB, czyli 6 mld zł. W 2040 roku ten dodatkowy koszt sięgnie 2,7% PKB, czyli ponad dwukrotnie przekroczy to, co dzisiaj jest wydawane na zasiłek 500+. O te 2,7% PKB zostaną podniesione podatki lub ścięte inne wydatki publiczne. Ofiarą cięć padnie zapewne te 30% emerytów, którzy będą otrzymywać świadczenia wyższe niż minimum. Obcięcie ich świadczeń przyspieszą kominy emerytalne, które powstaną na skutek likwidacji limitu składek emerytalnych. 6,4 mld zł, które dziś budżet zyska na zniesieniu tego limitu, zostanie szybko wydane, a kiedy przyjdzie zwrócić ludziom opłacone przez nich składki emerytalne, pojawią się krzyki, że to niemoralne, żeby nieliczni dostawali wysokie świadczenia, skoro większość klepie biedę. Wtedy zostanie wprowadzona emerytura obywatelska, czyli bieda-emerytura dla wszystkich, o której już przebąkują rządzący.

Jak zapobiec tej katastrofie? Po pierwsze, zachęcać osoby osiągające wiek emerytalny do opóźnienia przejścia na emeryturę, a emerytów – do zarobkowania, oraz ułatwiać młodym ludziom wczesne rozpoczynanie działalności gospodarczej, a tym spośród nich, którzy nie odkryją u siebie żyłki przedsiębiorcy, wejście na rynek pracy. Po drugie, trzeba osłabić uzależnienie wypłat emerytur od demografii, a to wymaga odbudowy filara kapitałowego w systemie emerytalnym. Da się to zrobić, zasilając konta emerytalne Polaków akcjami spółek w posiadaniu Skarbu Państwa. To przyszli emeryci powinni stać się właścicielami tych przedsiębiorstw. Dzięki temu majątek tych firm będzie pracował na przyszłe emerytury, a przestanie być marnotrawiony i grabiony przez rządzących, ich rodziny i znajomych.

Ale najpierw trzeba wprowadzić prawne gwarancje, że wszystkie zgromadzone w filarze kapitałowym środki stanowią prywatną własność przyszłych emerytów, po którą żaden rząd nie będzie mógł sięgnąć. Następnie tym osobom, które wyrażą taką wolę, powinno się zamienić zapisy w ZUS, na których w 2014 roku zaksięgowano obligacje skarbowe z OFE, na akcje spółek w posiadaniu Skarbu Państwa. Nikt jednak nie powinien być stawiany przed alternatywą albo oszczędności emerytalne w akcjach, albo zapisy księgowe w ZUS. Uczestnicy filara kapitałowego powinni zamiast akcji dostać z powrotem obligacje skarbowe, jeśli tylko podejmą taką decyzję. Generalnie, wzorem Szwecji, powinno się poszerzyć zakres produktów inwestycyjnych, w których ludzie będą mogli trzymać swoje oszczędności emerytalne, z zachowanie wysokich wymogów bezpieczeństwa wobec instytucji zarządzających tymi oszczędnościami.

Rzecz jasna, zasilenie prywatnych kont emerytalnych akcjami (lub obligacjami) nie może być obciążone żadną opłatą ani na rzecz ZUS ani na rzecz towarzystw emerytalnych (dzisiaj maksymalnie 1,75%). Jednocześnie obniżone powinny zostać opłaty za zarządzanie aktywami (i odpowiednio dostosowany limit aktywów w zarządzaniu uprawniający do maksymalnej kwoty opłaty).

Projekt ten fundamentalnie różni się od Pracowniczych Programów Kapitałowych (PPK), zapowiadanych przez wicepremiera Morawieckiego. Po pierwsze, w wyniku jego realizacji prywatne konta emerytalne zostałyby zasilone akcjami spółek w posiadaniu Skarbu Państwa. Natomiast rząd chce upartyjnić prywatne spółki. Przejmie 25% (propozycja wicepremiera Morawieckiego) do nawet 100% (żądanie min. Rafalskiej) akcji z istniejących kont emerytalnych. Do PPK trafią tylko te akcje, których nie przejmie rząd, przy czym przez dwa lata tą resztą też będzie zarządzać. Dopiero po dwóch latach uczestnicy PPK będą mieli prawo przenieść to, co zostanie z ich oszczędności emerytalnych, do niezależnych od rządu instytucji. Po drugie, projekt odbudowy filara kapitałowego opierałby się o istniejącą składkę emerytalną, która już teraz jest bardzo wysoka i wynosi 19,52% płacy brutto. Tymczasem rząd chce przejąć tę część składki emerytalnej, która dzisiaj jest oszczędzana w filarze kapitałowym (2,92% płacy brutto) na własne wydatki. Do PPK pracownicy i przedsiębiorcy mieliby odprowadzać osobną składkę – w wysokości nawet 8% - dodatkowo obciążającą płace i podnoszącą koszty pracy. Na to nie może być zgody.

Wbrew obawom niektórych, odbudowa filara kapitałowego nie zwiększyłaby długu publicznego i to przynajmniej z trzech powodów. Po pierwsze, bazowałaby na zasileniu kont emerytalnych akcjami spółek. Wartość obligacji skarbowych przeniesionych z OFE do FUS w 2014 r. wyniosła 153,2 mld zł. W tym samym roku wartość akcji i udziałów w posiadaniu Skarbu Państwa była wyceniana na 170,7 mld zł, a PiS dokonuje kolejnych re-nacjonalizacji. Upartyjnione jest ponad jedna trzecia z 50 największych polskich przedsiębiorstw. Po drugie, udział w odbudowanym filarze kapitałowym nie byłby obowiązkowy. Obywatel miałby prawo zadeklarować, że chce mieć emeryturę tylko z ZUS. Obecnie w filarze kapitałowym aktywnie uczestniczy, tzn. odprowadza składki 2,1 mln osób. Zapewne to w pierwszej kolejności one chciałyby zamienić zapisy w ZUS, na których zaksięgowano obligacje skarbowe z OFE, na akcje na prywatnym koncie emerytalnym. Wreszcie po trzecie, równolegle z odbudową filara kapitałowego należałoby wprowadzić zakaz zadłużania państwa w okresie dobrej koniunktury. Sposobem na dojście do takiego stanu i systematyczne obniżanie długu publicznego w relacji do PKB byłoby wzmocnienie wprowadzonej przez poprzedni rząd stabilizującej reguły wydatkowej. Obecny rząd najpierw ją osłabił, a teraz obchodzi, udając, że przejściowe dochody z tytułu dobrej koniunktury są trwałe, bo rzekomo pochodzą z uszczelnienia systemu podatkowego, i można je wydać.

Odbudowa filara kapitałowego podniosłaby przyszłe emerytury na dwa sposoby. Po pierwsze, przyszli emeryci skorzystaliby z zysków i wzrostu wartości firm, których staliby się właścicielami. Zwłaszcza w kraju, w którym oszczędności są skromne, a udział wynagrodzenia kapitału w łącznym dochodzie wysoki, oszczędności emerytalne gromadzone w filarze kapitałowym powinny urosnąć bardziej niż zapisy księgowe w ZUS. Po drugie, przyszli emeryci skorzystaliby na szybszym wzroście gospodarki. Wzmocniłoby go zastąpienie tysięcy partyjnych działaczy żerujących na majątku największych polskich firm kompetentnymi gospodarzami, mającymi długofalowy interes w pomnożeniu tego majątku. Skończyłyby się czystki kadrowe, karuzele powołań na kierownicze stanowiska osób, których jedyną kompetencją jest znajomość programu rządzącej partii, i ich bajońskie apanaże. Skończyłoby się wyprowadzanie pieniędzy do „zaprzyjaźnionych” firm, mediów, fundacji, stowarzyszeń. Największe polskie przedsiębiorstwa inwestowałyby w nowe zyskowne przedsięwzięcia lub wypłacały wysokie dywidendy. Pod obecnymi rządami nie robią ani jednego, ani drugiego. W 2016 r. obcięły inwestycje o 42,2%, a mimo to w br. wpłaciły do budżetu tylko 1,8 mld zł dywidend – najmniej od 12 lat (dla porównania w 2015 roku wpłaciły 4,5 mld zł).

Zasilenie akcjami spółek w posiadaniu Skarbu Państwa prywatnych kont emerytalnych nie oznaczałoby pozbycia się przez państwo kontroli nad wszystkimi przedsiębiorstwami. Zachowałoby ją w wybranych spółkach o strategicznym znaczeniu – takich, jak np. Polskie Sieci Elektroenergetyczne. Strategicznych sektorów jest jednak znacznie mniej niż 39, w których działają państwowe spółki w naszym kraju(na 43 sektory w gospodarce). W żadnym kraju OECD własność państwowa nie jest tak szeroka jak u nas. Przyszli emeryci powinni stać się na pewno właścicielami banków, w których udział państwa zbliża się pod obecnymi rządami do poziomów występujących na Ukrainie, czy w Rosji. Doświadczenia tych państw (ale też tak uporządkowanych krajów jak Niemcy) pokazują, że działalność upartyjnionych banków, w tym w szczególności ich aktywność kredytowa, służy realizacji celów politycznych, a nie ekonomicznych, i zwiększa ryzyko kosztownych kryzysów bankowych. Nadużycia w sektorze SKOK, za które oszczędzający w bankach zapłacili już prawie 5 mld zł, powinny każdego przekonać jak wysokie to ryzyko może być i u nas, jeśli w porę nie wyprowadzimy polityków z banków, którzy teraz tam się wpychają.

Katastrofa, w którą wpycha nasz kraj obniżenie wieku emerytalnego, nie jest przeznaczeniem. Da się jej uniknąć. Istnieją rozwiązania mogące uchronić Polskę przed głodowymi emeryturami, narastającymi ciężarami podatkowymi i wybuchem konfliktów społecznych. Wierzę, że za dwa lat te rozwiązania będą wprowadzone.


ANDRZEJ RZOŃCA

© ANDRZEJ RZOŃCA 2020