• @andrzej_rzonca

Jak wygląda rynek pracy tuż przed obniżeniem wieku emerytalnego


Od 1990 roku systematycznie wydłuża się oczekiwana długość życia w Polsce, w tym w dobrym zdrowiu. Tempo tego wydłużania jest wyraźnie szybsze niż w Europie Zachodniej. Towarzyszył mu silny spadek dzietności. Został on co prawda zatrzymany w 2005 roku, ale dzietność pozostaje niska (wyraźnie niższa od średniej w UE i najniższa wśród nowych krajów członkowskich). Jej bieżąca wysokość nie wystarcza do zapewnienia zastępowalności pokoleń. Oba te zjawiska będą miały bardzo poważne skutki dla rynku pracy w nadchodzących dekadach.

Na czynniki strukturalne nakładają się czynniki koniunkturalne, które nasilają niedostatek rąk do pracy. W rezultacie, niemal co trzecia firma w Polsce już deklaruje, że trudności ze znalezieniem pracowników są poważną barierą dla jej rozwoju. Odsetek takich firm systematycznie rośnie od 2013 roku, a jego trend wzrostowy jest obserwowany praktycznie we wszystkich sektorach. W ankiecie przeprowadzonej przez Europejski Bank Inwestycyjny trudności te są wskazywane jako druga co do znaczenia – po niepewności – trwała przeszkoda w inwestowaniu. Podobne wnioski wyłaniają się z badań ankietowych prowadzonych przez NBP.

W Polsce nie będzie więcej inwestycji i korzyści, które one dają, w szczególności wyższych zarobków, jeśli nie rozwiąże się problemu niedostatku rąk do pracy. Przedsiębiorstwa nie będą miały powodów, żeby inwestować w nowe linie produkcyjne, mając problemy z obsadzeniem załogi do obsługi istniejących. Ujemny wpływ na zarobki w długim okresie będzie też miała dodatnia zależność postępu technicznego i – w efekcie – produktywności od nakładów pracy. Rośnie liczba badań, które wskazują, że starzenie się społeczeństwa ma negatywny na dynamikę produktywności. Bazując na wieloletniej prognozie demograficznej Eurostatu, MFW szacuje, że wzrost w ciągu 5 lat odsetka starszych pracowników, który po 2030 roku będzie przekraczać 2 pkt proc., może łącznie w pięcioletnim okresie osłabić wzrost produktywności o 1,5 pkt proc.

Liczba osób w wieku produkcyjnym przestała rosnąć w 2009 roku. Od 2010 roku, mimo podnoszenia wieku emerytalnego, skurczyła się już o ponad 500 tys. Bez podnoszenia wieku emerytalnego spadek ten wyniósłby prawie milion; gdyby zaś zdefiniować wiek produkcyjny w oderwaniu od wieku emerytalnego jako przedział od 15 do 64 lat, to spadek ten zbliżył się już do 1,7 mln. Ten ubytek został z naddatkiem skompensowany przez zmniejszenie bezrobocia i bierności zawodowej wśród osób w wieku produkcyjnym. Liczba bezrobotnych spadła o 314 tys. osób w latach 2008-2015 i 241 tys. w 2016, a liczba biernych zawodowo w wieku 15-64 lat, odpowiednio, o 1672 tys. i 328 tys. W rezultacie, liczba pracujących w wieku 15-64 lat wzrosła w latach 2008-2015 o 815 tys., a w 2016 r. o kolejne 90 tys. Przy kurczącej się populacji w wieku produkcyjnym dało to bardzo silny wzrost wskaźników aktywności zawodowej i jeszcze silniejszą poprawę wskaźnika pracujących. Wciąż jednak relatywnie mało Polaków pracuje. Odsetek pracujących wśród osób w wieku 15-64 lata wynosi u nas 64,5% wobec 66,6% w UE, w tym 67,0% w UE-15; w Niemczech wynosi on 74,7%, a w Szwecji 76,2%. W Szwajcarii sięga 79,6%.

Dodatkowym czynnikiem łagodzącym ubytek osób w wieku produkcyjnym, który zarazem jest słabo uwzględniany w oficjalnych danych statystycznych, była imigracja ze Wschodu, głównie z Ukrainy. Jej skala od 2015 roku przekracza emigrację zarobkową z Polski. Łączny napływ pracowników ze Wschodu szacuje się na około 1,3 mln osób. Dominują wśród nich osoby podejmujące pracę na okres do 6 miesięcy (w danym roku), która nie wymaga zezwolenia na pracę i nie jest uwzględniana w danych GUS nt. liczby pracujących. Możliwości dalszego łagodzenia napięć na rynku pracy przez imigrację będą zależeć od tego. Jakkolwiek trzeba zaznaczyć, że zapowiadane przez Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji wprowadzenie ograniczeń dla napływu pracowników ze Wschodu mogłoby dramatycznie nasilić niedostatek rąk do pracy w Polsce.

Spadek stopy bezrobocia, czyli pierwsze z dotychczasowych źródeł kompensowania ubytku osób w wieku produkcyjnym jest na wyczerpaniu. Stopa bezrobocia wedle metodyki Eurostatu spadła poniżej 5% i jest najniższa w historii jej pomiaru. Wedle szacunków NBP znajduje się ona poniżej poziomu równowagi (zdefiniowanej jako stopa bezrobocia nie powodująca przyspieszenia dynamiki płac NAWRU). Nawet gdyby stopę równowagi w Polsce udało się obniżyć do poziomu występującego w takich krajach jak Niemcy, czy Szwajcaria, dałoby to mniej niż 200 tys. pracowników. Skompensowałoby to więc zaledwie dwuroczny ubytek liczby osób w wieku produkcyjnym przy założeniu – już nieaktualnym – kontynuowania podnoszenia wieku emerytalnego.

Wciąż znaczącą rezerwą dla kompensowania ubytku osób w wieku produkcyjnym jest natomiast wyciągania Polaków z bierności zawodowej. Gdyby aktywność zawodowa w Polsce wśród osób w wieku 15-64 lata wzrosła do poziomu średniej dla całej UE, to przy zachowaniu obecnej stopy bezrobocia, liczba pracujących w naszym kraju byłaby wyższa o 947 tys. osób. Gdyby za punkt odniesienia przyjąć UE-15, to ta liczba wzrosłaby o 1156 tys. W przypadku poprawy aktywności zawodowej do poziomu niemieckiego, byłaby ona wyższa o 2109 tys. osób. Gdybyśmy zaś osiągnęli wskaźniki aktywności zawodowej Szwecji, czy Szwajcarii, to jej wzrost sięgnąłby 3065-3481 tys. osób.

W szczególności rezerwą zatrudnienia w Polsce jest niski na tle takich krajów jak Niemcy, Szwecja, czy Szwajcaria odsetek pracujących wśród osób młodych oraz starszych. Na tych grupach powinny koncentrować się reformy wzmacniające bodźce do pracy i zatrudniania.

Zamiast reform, mamy jednak dramatyczną deformę. Jako jedyny kraj wśród państw OECD obniżamy wiek emerytalny. Robimy to, mimo że efektywny wiek przechodzenia na emeryturę przez kobiety jeszcze przed tą deformą był w naszym kraju najniższy, a oczekiwany okres pobierania świadczenia – o blisko dwa lata przekraczał średnią dla krajów OECD (wynosił 24,4 lata i był też o 2,4 lata dłuższy niż staż pracy uprawniający do minimalnej emerytury, który skądinąd po obniżeniu wieku emerytalnego zostanie skrócony o 2 lata).

O tym, jak przeciwdziałać skutkom obniżenia wieku emerytalnego demolującym rynek pracy w Polsce, w następnych komentarzach. Za 2 i 4 tygodnie.

Od razu jednak zaznaczę, że ograniczę się w nich wyłącznie do takich działań, które da się wprowadzić szybko i szybko przyniosłyby rezultaty (lub żeby być bardziej precyzyjnym, szybko da się ocenić ich skuteczność i ewentualnie wprowadzić niezbędne korekty). Pominę natomiast te działania, które – jak zmiany w systemie edukacji – dałyby rezultaty w długim horyzoncie. Problem niedostatku rąk do pracy jest w Polsce na tyle palący, że wymaga działań, które mają szanse przynieść efekty najpóźniej w średnim okresie. Skądinąd, system edukacji jest w Polsce też demolowany. Ale to temat na odrębny komentarz.

#rząd #GUS #gospodarka

ANDRZEJ RZOŃCA

© ANDRZEJ RZOŃCA 2020