• @andrzej_rzonca

Stop regulacyjnemu tsunami


W zeszłym roku w Polsce weszło w życie 32 tys. stron nowych ustaw i rozporządzeń, najwięcej w historii Polski. Jeżeli utrzyma się tempo produkcji prawa z I połowy br., to w tym roku padnie kolejny rekord. Wprowadzonych zostanie 43 tys. stron nowych ustaw i rozporządzeń. Żeby je tylko przeczytać, obywatel musiałby poświęcić 6 godzin każdego dnia roboczego. Pod względem inflacji prawa daleko za Polską zostali nie tylko wszyscy nasi sąsiedzi, ale nawet Francja, czy Włochy, uchodzące często za liderów biurokracji.

Prawie połowa z obecnej produkcji ustaw i rozporządzeń dotyczy prawa gospodarczego. Niektóre ze zmian wywracają do góry nogami całe rynki. Do takich zmian (już wprowadzonych lub planowanych) zaliczają się zakazy lub ograniczenia: obrotu ziemią rolną przez ludzi niebędących rolnikami lub księżmi, działalności komorniczej poza rewirem, budowy nowych farm wiatrowych i modernizacji starych, świadczenia usług ratownictwa medycznego przez prywatne firmy, posiadania więcej niż kilku aptek, handlu w niedzielę itp. Każda z takich zmian powinna być uchylona. Polska gospodarka wymaga deregulacji, bo potrzebuje więcej, a nie mniej konkurencji.

Na niedostatek konkurencji w naszym kraju wskazują, obok silniejszego niż gdzieindziej zróżnicowania wydajności pracy między przedsiębiorstwami, także wyższe narzuty na koszty niż na Zachodzie i w nowych krajach członkowskich UE, niższe przeciętne wykorzystanie zdolności wytwórczych oraz większe różnice w rentowności. Sygnalizują one niesprawność mechanizmu oczyszczania gospodarki z różnego rodzaju nieefektywności, które byłyby eliminowane przy dostatecznie wysokim natężeniu konkurencji.

W Polsce występuje więcej jej ograniczeń niż na Zachodzie. Rynek dóbr jest bardziej przeregulowany niż w naszym kraju tylko w 6 na 33 analizowane państwa OECD. Trzeba zaznaczyć, że po 2008 roku dokonał się u nas istotny postęp w zakresie rozpoczynania i prowadzenia działalności gospodarczej (w rankingu „Doing business” awansowaliśmy z 76 na 24 miejsce). Niemniej wiele barier pozostaje do usunięcia. Na przykład rozpoczęcie prawie 300 rodzajów działalności jest utrudniane przez około 1000 różnego rodzaju koncesji, zezwoleń, dopuszczeń, licencji lub certyfikatów. Ich liczba jest dwa razy większa niż po liberalizacji na początku transformacji.

Istnieje co prawda relatywnie mało badań nad wpływem deregulacji na wielkość inwestycji w kapitał fizyczny. Niemniej te, które przeprowadzono, wskazują, że jest on pozytywny. Wniosek ten dotyczy także inwestycji w technologie ICT. Znacznie więcej jest badań nad skutkami deregulacji dla natężenia działalności badawczo rozwojowej i innowacji. Niemal bez wyjątku potwierdzają one, że skutki te są pozytywne. Badania te przeprowadzano dla wielu różnych gospodarek i sektorów, w tym dla przetwórstwa przemysłowego, do którego innowacyjności obecny rząd rzekomo przywiązuje dużą wagę. Wynika z nich również, że stopień regulacji rynku produktów (a także, choć w mniejszym stopniu, rynku pracy) ma istotne znaczenie dla decyzji lokalizacyjnych czołowych globalnych firm inwestujących w działalność badawczo-rozwojową. I w tym przypadku deklaracje rządu o przyciąganiu do Polski takich inwestycji rozmijają się ze skutkami jego działań.

Masowo produkując prawo, obecnie rządzący zupełnie nie dbają o jego jakość. Według Obywatelskiego Forum Legislacji trzy-czterokrotnie częściej niż za poprzednich rządów korzystają z możliwości składania projektów ustaw przez posłów, co pozwala im uchwalać je bez konsultacji społecznych i oceny skutków. Ponadto, sprowadzili rolę tak Senatu, jak i Prezydenta do akceptowania tego, co przyjmą posłowie. Według Grant Thornton Senat w 2016 roku nie zgłosił żadnych poprawek do ponad 2/3 ustaw, a Prezydent do lata br. ani razu nie zawetował ustawy uchwalonej w tej kadencji parlamentu. Przeciętna liczba dni pracy nad ustawą od jej wpłynięcia do Sejmu po podpis Prezydenta wyniosła 77 dni wobec 151 dni w 2014 roku, czyli ostatnim pełnym roku sprawowania urzędu przez Bronisława Komorowskiego. Jedną ustawę i to podatkową, rządzący przepchnęli przez trzy czytania w Sejmie oraz Senat, a prezydent ją podpisał, w ciągu jednego dnia. To nie zdarzyło się od wprowadzenia stanu wyjątkowego w związku z powodzią w 1997 roku.

Trzeba powstrzymać inflację złego prawa w Polsce. Realizacji tego zadania służyłoby ustalenie liczbowego celu redukcji kosztów administracyjnych ponoszonych przez przedsiębiorców. Za jego realizację powinien odpowiadać konkretny minister. Sposobem na redukcję tych kosztów mogłoby być sukcesywne zastępowanie licencjonowania przez nieobowiązkowe certyfikaty, zaświadczające o jakości, ale nie ograniczające swobody wyboru klienta. Jednocześnie należy wprowadzić zasadę, zgodnie z którą każdemu ewentualnemu nowemu ograniczeniu konkurencji musiałoby towarzyszyć usunięcie co najmniej dwóch istniejących ograniczeń (o nie mniejszym znaczeniu dla konkurencji). Poza tym, nie powinno się omijać konsultacji społecznych. Należy natomiast zmienić zasady pisania Ocen Skutków Regulacji. Za wzór można przyjąć rozwiązania amerykańskie. Ustawy, w których ocena jest przeprowadzona nierzetelnie, nie powinny w ogóle być procedowane (w sprawie ocen skutków regulacji opozycja nie czeka na przejęcie władzy; złożyła w sejmie projekt ustawy, która rozszerzy zakres takiej oceny oraz uniemożliwi obchodzenie obowiązku jej przygotowania i przeprowadzenia konsultacji społecznych przez składanie projektów poselskich). Ponadto, trzeba systematycznie dokonywać przeglądu ustaw. Uchwalając ustawę, ustawodawca powinien precyzyjnie określić, jaki efekt ma ona przynieść i jakie są wyznaczniki, które pozwolą sprawdzić, czy został on osiągnięty. W określonym z góry terminie powinna zostać przeprowadzona ocena stopnia realizacji efektów. Jeśli nie wypadnie ona zadowalająco, to ustawa powinna obowiązkowo być uchylana albo modyfikowana. Wreszcie, konieczne jest istotne wydłużenie vacatio legis – zwłaszcza tych ustaw, które pogarszają sytuację dużej liczby podmiotów. Jeśli państwo nie zaprzestanie ciągłego zmieniania zasad gry, to polscy przedsiębiorcy nadal niechętnie będą inwestować. A bez ich inwestycji, Polska nie dołączy do krajów najzamożniejszych i nigdy nie będzie się zarabiać u nas tyle, co na Zachodzie. Postawmy więc tamę regulacyjnemu tsunami.

#rząd #GUS #gospodarka

ANDRZEJ RZOŃCA

© ANDRZEJ RZOŃCA 2020