• @andrzej_rzonca

Euro w Polsce to więcej handlu zagranicznego


Ostatnie 29 lat zalicza się do najlepszych w historii Polski pod względem wyników gospodarczych. Okres ten charakteryzował się stabilnym i szybkim wzrostem gospodarczym, który pozwolił na znaczącą konwergencję w stosunku do Europy Zachodniej. Różnica w dochodzie na mieszkańca między Europą Zachodnią a Polską zawęziła się do najmniejszego poziomu od XV wieku. Jednym z kluczowych czynników tego sukcesu była postępująca integracja z Unią Europejską. Przystąpienie naszego kraju do Unii Europejskiej w 2004 roku ułatwiło konsolidację szeroko zakrojonych zmian instytucjonalnych zapoczątkowanych w 1989 roku (jakkolwiek teraz są one podważane, podobnie jak członkostwo Polski w UE).

Zakres transformacji polskiej gospodarki od końca socjalizmu był ogromny. Oddzielenie korzyści płynących z integracji europejskiej od pozostałych przemian jest niezmiennie trudne – zwłaszcza, że integracja jest procesem, a nie ściśle określonym pojedynczym zdarzeniem. Z jednej strony, pewne korzyści z członkostwa w Unii Europejskiej zostały osiągnięte jeszcze przed akcesją. Wiązały się one z harmonizacją systemu prawnego w naszym kraju z obowiązującym w Unii Europejskiej oraz z napływem bezpośrednich inwestycji zagranicznych. Napływowi temu sprzyjało rosnące przekonanie wśród inwestorów, że Polska ostatecznie stanie się członkiem Unii Europejskiej. Z drugiej strony, budowanie powiązań gospodarczych wymaga czasu. Tym samym pewne korzyści płynące z integracji jeszcze się w pełni nie ujawniły.

Powiązania pomiędzy Polską a innymi państwami członkowskimi Unii Europejskiej (w szczególności członkami strefy euro) stały się bardzo silne. Wymiana handlowa z Niemcami, naszym zachodnim sąsiadem i największą gospodarką w strefie euro, stanowi około jednej czwartej polskiego handlu zagranicznego. Fakt, iż Niemcy są głównym partnerem handlowym Polski, jest powszechnie znany. Znacznie mniej ludzi natomiast wie, że nasz kraj stał się ważnym partnerem handlowym Niemiec. Jeśli chodzi o eksport do Niemiec, to wyprzedza nas tylko pięć krajów: Chiny, Holandia, Francja, Stany Zjednoczone i Włochy. Za Polską znajdują się tak duże gospodarki jak Hiszpania, Rosja, czy Wielka Brytania. Udział całej strefy euro w polskim handlu zagranicznym jest wyższy niż u przeciętnego członka strefy euro. Jest również wyższy niż w Hiszpanii. Ze względu na swoją wielkość (liczbę mieszkańców) Hiszpania może być uznana za odpowiedni punkt odniesienia dla Polski w przypadku powiązań handlowych (jak również finansowych).

Powiązania między naszym krajem a strefą euro zostały wzmocnione przez napływ bezpośrednich inwestycji zagranicznych. Przeważająca część BIZ w Polsce pochodzi z obszaru strefy euro. Od początku bieżącej dekady zasób BIZ w Polsce dokonywanych przez członków strefy euro przekracza, w relacji do PKB, wartość dla Hiszpanii.

Zarówno rosnąca międzynarodowa wymiana handlowa, jak i napływ BIZ, pozwoliły Polsce uniknąć deindustrializacji, która dotknęła większość gospodarek strefy euro. Udział przetwórstwa przemysłowego w wartości dodanej jest w Polsce zbliżony do udziału w Niemczech, które – obok Włoch – są pod tym względem liderem wśród państw dawnej Unii, i przekracza średnią dla naszego regionu.

Polskie firmy często realizują swoje zlecenia jako podwykonawcy dla firm europejskich, w szczególności firm niemieckich. Integracja z europejskim łańcuchem wartości pomogła Polsce podnieść poziom zaawansowania technologicznego eksportu. W 1995 roku surowce i produkty o niskim stopniu przetworzenia stanowiły 61% polskiego eksportu dóbr przemysłowych. Obecnie udział ten jest prawie dwa razy niższy. Jego zmniejszenie było wynikiem szybkiego wzrostu eksportu produktów, które wymagają wykorzystywania średniej lub zaawansowanej technologii.

Członkostwo w Unii Europejskiej, umożliwiając szybki rozwój sektora wytwarzającego dobra podlegające międzynarodowej wymianie handlowej, który przeszedł znaczącą zmianę technologiczną, istotnie przyczyniło się do zredukowania dystansu dzielącego Polskę od państw strefy euro pod względem dochodu na mieszkańca. Potwierdzają to dostępne badania. Na przykład Campos i in. (2014) szacują, że doprowadziło ono do podniesienia poziomu PKB w Polsce o około 6%. Średni wzrost we wszystkich nowych państwach członkowskich wynikający z członkostwa w Unii sięgnął 14%. Jeżeli w analizie uwzględnić także kraje, które przystąpiły do Unii Europejskiej na wcześniejszych etapach jej rozszerzania (tj. w latach siedemdziesiątych, osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych), to wyniósł on 12%. Jedynym krajem, który według autorów nie skorzystał na przystąpieniu do Unii Europejskiej, była Grecja. Niemniej zastrzegają oni, że przypadek Grecji wymaga pogłębienia analizy. Ze względu na metodę zastosowaną w badaniu przedstawione wyniki należy uznać za konserwatywne. Dla porównania, według badań zleconych przez Ministerstwo Rozwoju Regionalnego sama polityka spójności podniosła poziom PKB w Polsce o 4 do ponad 7%.

Opisałem wysoki stopień integracji polskiej gospodarki ze strefą euro z dwóch powodów. Po pierwsze, powinien on ograniczać tę część ewentualnych kosztów przystąpienia do strefy euro, które są związane z niedostateczną synchronizacją cykli koniunkturalnych. W przypadku Polski jej ryzyko jest mniejsze niż dla wielu członków strefy euro, bo – jak pokazałem – polską gospodarkę łączą ze strefą euro jako całością silniejsze więzy, zarówno handlowe, jak i finansowe. Formalna analiza stopnia synchronizacji cyklu koniunkturalnego z cyklem w strefie euro potwierdza ten wniosek. Wynika z niej, że w przypadku Polski jest on wyższy niż w przypadku większości nowych krajów członkowskich Unii Europejskiej, a także w peryferyjnych krajach strefy euro.

Po drugie, w pogłębieniu integracji upatruję głównego źródła korzyści ekonomicznych dla Polski z członkostwa w strefie euro. Jednocześnie będzie ono dodatkowo zmniejszać wspomniany wyżej ewentualny koszt. Wzmocnieniu więzów handlowych będzie sprzyjać w szczególności eliminacja ryzyka kursowego, wzrost przejrzystości cen (i kosztów), a w konsekwencji łatwiejsze ich porównywanie oraz – choć w dużo mniejszym stopniu – spadek kosztów transakcyjnych.

Znaczenie spadku kosztów transakcyjnych jako mechanizmu mającego przyczynić się do pogłębienia międzynarodowej wymiany handlowej jest często przeceniane. Po pierwsze, jest on jedynie przesunięciem dochodów między sektorem niefinansowym a sektorem finansowym, które ten ostatni może próbować sobie odbić, podnosząc opłaty za inne usługi. Po drugie, rozwój platform internetowych, które przejęły dużą część handlu walutami, doprowadził do znaczącego obniżenia kosztów wymiany.

Oczywiście, dla wyspecjalizowanych eksporterów także ryzyko kursowe, czy brak pełnej przejrzystości cen nie stanowi żadnej bariery dla rozwijania działalności eksportowej. Przed ryzykiem kursowym potrafią oni po niskim koszcie się zabezpieczać, a z braku pełnej przejrzystości cen (i kosztów) są w stanie nawet czerpać korzyści, bo daje im ona przewagę nad innymi podmiotami w dokonywaniu odpowiednich porównań. Ale czynniki te powinny ułatwić zaangażowanie się w międzynarodową wymianę handlową nowym podmiotom, które wcześniej działały wyłącznie na lokalnym rynku.

Wymiana taka jest ważnym źródłem transferu technologii (który w krajach o umiarkowanym poziomie dochodu na mieszkańca wyjaśnia, według niektórych szacunków, nawet 90% postępu technicznego będącego jedynym potencjalnie niewyczerpywalnym źródłem długofalowego wzrostu gospodarki). Transferowi temu sprzyja przy tym paradoksalnie nie tyle eksport (choć wymusza on uczenie się zagranicznych standardów), co przede wszystkim import. Import daje krajowym przedsiębiorstwom dostęp, z jednej strony, do bardziej zaawansowanych maszyn, a z drugiej strony, do komponentów i półproduktów, których w kraju nikt nie potrafiłby wytworzyć równie tanio lub równie dobrze.

Ponadto, pogłębienie międzynarodowej wymiany handlowej w wyniku członkostwa w strefie euro będzie kolejnym – po otwarciu na początku transformacji i przystąpieniu do Unii europejskiej – impulsem wzmacniającym presję konkurencyjną z zagranicy. O dużym znaczeniu tej presji dla wzrostu produktywności w naszym kraju świadczy jego dużo wyższe tempo w przemyśle przetwórczym niż w pozostałej części gospodarki, słabiej powiązanej z zagranicą niż przemysł. Przetwórstwo wyróżnia się także wskaźnikiem efektywności alokacji czynników wytwórczych na poziomie zbliżonym do najwyższych w strefie euro, podczas gdy w innych sektorach jest on wyraźnie niższy niż w krajach strefy euro. Bez takiego nowego impulsu presja ta musiałaby stopniowo wygasać. Owo wygasanie jest efektem dostosowywania się podmiotów do nowych bardziej wymagających warunków działania.

Trzeba jednak podkreślić, że choć ricardiańskie korzyści komparatywne, czyli poprawa efektywności alokacyjnej uzyskiwana dzięki pogłębianiu międzynarodowej wymiany handlowej, trwale podnoszą jedynie poziom dochodu na mieszkańca, a ich pozytywny wpływ na tempo wzrostu gospodarki wygasa, to wcześniej wspomniane dynamiczne korzyści z handlu międzynarodowego mogą trwale zwiększać nie tylko poziom dochodu na mieszkańca, ale i tempo jego wzrostu. Tak powinno się dziać przynajmniej w krajach, które – jak Polska – nie leżą na granicy technologicznej. Nawet gdyby kraje o najbardziej zaawansowanej technologii nie mogły szybciej przesuwać tej granicy w warunkach zglobalizowanej gospodarki niż autarkii, to pozostałe kraje odnosiłyby systematyczne korzyści z adoptowania coraz nowszych technologii opracowanych gdzieindziej; ponieważ zaś żaden kraj nie jest liderem we wszystkich rodzajach technologii, to wszystkie kraje odnosiłyby dynamiczne korzyści ze swobody handlu zagranicznego. Ponadto, założeniu o takim samym tempie przesuwania się granicy technologicznej w warunkach, odpowiednio, zglobalizowanej gospodarki i autarkii jest mocno wątpliwe, zważywszy chociażby na wspomniany już fakt, że żaden kraj nie jest liderem we wszystkich technologiach; w efekcie, jako że w przypadku przynajmniej części technologii wiedza nie ma czysto specyficznego charakteru, otwarcie na zagranicę powinno być równoznaczne z poszerzeniem zasobu wiedzy, ułatwiającego wynajdywanie możliwości kolejnych innowacji.

Na korzyściach dla nowych krajów członkowskich Unii Europejskiej z pogłębienia międzynarodowej wymiany handlowej w wyniku członkostwa w strefie euro koncentrował się raport Międzynarodowego Funduszu Walutowego z 2005 roku. Wynika z niego, że przyjęcie euro mogłoby podnieść dochód na mieszkańca w Polsce w ciągu 20 lat w przedziale od 1% do 8%. Oznaczałoby to podniesienie dynamiki PKB w tym okresie przeciętnie nawet o 0,4 pkt proc. W mniejszych gospodarkach naszego regionu, w których międzynarodowa wymiana handlowa odgrywa większą rolę niż u nas, ten efekt powinien być jeszcze silniejszy. Przystąpienie do strefy euro powinno tam podnieść dochód na mieszkańca w okresie 20 lat o 2 do 18-20%.

Trzeba jednak zastrzec, że istnieją nowsze badania, według których ten wpływ powinien być wyraźnie słabszy i zawierać się w przedziale od 0 do 2-3%. W badaniach tych twierdzi się, że do pogłębienia międzynarodowej wymiany handlowej prowadzi członkostwo nie tyle w strefie euro co w Unii Europejskiej. Niemniej, nawet gdyby tak rzeczywiście było, to członkostwo w strefie euro mogłoby nadal być pożądane jako sposób na utrwalenie przynależności do Unii Europejskiej. Pisałem o tym w poprzednim komentarzu.

Podobnie, część badań poddaje w wątpliwość wzrost synchronizacji cykli koniunkturalnych między krajami członkowskimi strefy euro. Wskazują one, że widoczna była raczej dywergencja cykli, niż ich upodabnianie się. Źródłem owej dywergencji były narastające nierównowagi w części z tych krajów. Do ryzyka narastania nierównowag w wyniku członkostwa w strefie euro odniosę się w następnym komentarzu.


ANDRZEJ RZOŃCA

© ANDRZEJ RZOŃCA 2020