• @andrzej_rzonca

Co zrobić, żeby świadczenia socjalne w Polsce były sprawiedliwe?


Wydatki socjalne w Polsce jako odsetek PKB są większe niż przeciętnie w Europie Środkowej i nieznacznie niższe od średniej dla krajów OECD. Niższe niż u nas są one w Szwajcarii, Nowej Zelandii, Czechach, Stanach Zjednoczonych, Australii, Słowacji, Estonii, Kanadzie, Izraelu, Irlandii, Islandii, na Łotwie, w Turcji, Chile, Korei i Meksyku. W tej grupie państw tylko Łotwa, Turcja, Chile i Meksyk są słabiej rozwinięte niż nasz kraj. Niższy poziom rozwoju skutkuje mniejszą zdolnością do finansowania wydatków socjalnych bez powodowania poważnych zniekształceń, osłabiających bodźce do produktywnych zachowań (takich jak praca, podnoszenie kwalifikacji, inwestowanie, oszczędzanie, czy wprowadzanie innowacji) i – w efekcie – spowalniających wzrost dochodów.

Jak na poziom naszego rozwoju, wydatki socjalne w Polsce są więc wysokie. Ale czy wydajemy te pieniądze sprawiedliwie? Nie ma jednej definicji sprawiedliwości. Przyjmuję więc następującą: za sprawiedliwe uznaję kierowanie pieniędzy podatników do tych osób, które nie potrafią same o siebie się zatroszczyć.

Pierwszy rzut oka na dane nie jest budujący. W 2013 roku do 20% najbiedniejszych gospodarstw domowych trafiało w Polsce mniej niż 15% pieniężnych transferów socjalnych. Tylko w 4 krajach OECD ten odsetek był mniejszy. Były to: Grecja, Włochy, Portugalia i Hiszpania. Najwyższy natomiast był on w Nowej Zelandii, Australii i Finlandii. W tych krajach przekraczał on lub był zbliżony do 45%, a więc był około trzy razy wyższy niż u nas.

Niemniej to, że transfery socjalne w Polsce jedynie w niewielkiej części trafiają do najbiedniejszych, nie jest równoznaczne z ich niesprawiedliwym rozdziałem. Za słabość zależności transferów socjalnych od sytuacji materialnej ich beneficjentów odpowiada u nas w dużym stopniu wysoki udział wydatków emerytalnych w wydatkach socjalnych. Łącznie z rentami rodzinnymi (często nieprecyzyjnie określanymi jako renty wdowie) wynoszą one w Polsce 10,9% PKB wobec 10,2% PKB przeciętnie w Unii Europejskiej i 8,5% PKB w innych krajach Europy Środkowej. Wydatki te nie są powiązane z sytuacją materialną beneficjentów, a wynikają z osiągnięcia określonego wieku. Ponieważ polskie społeczeństwo jest wciąż relatywnie młode (liczba osób starszych przypadająca na 100 osób w wieku produkcyjnym jest 5 najniższa w UE i 10 najniższa w krajach OECD), taki poziom wydatków emerytalnych stanowi skuteczną ochronę przed biedą na starość. Polska należy do 8 krajów UE, w których medianowy dochód u osób w wieku 60 lat plus jest nie niższy niż u osób w wieku poniżej 60 lat. Przeciętnie w krajach UE ta relacja jest niższa o 10 pkt proc., a w innych krajach Europy Środkowej o 15 pkt proc. O kogo społeczeństwo, które troszczy się o sprawiedliwość, powinno dbać, jeśli nie o osoby starsze?

Ale sytuacja materialna seniorów w Polsce będzie się szybko pogarszać, bo wydatki na emerytury będą dzielone między coraz większą liczbę osób. Polskie społeczeństwo bardzo szybko się starzeje. Za 11 lat medianowy wiek w naszym kraju przekroczy medianowy wiek w Unii Europejskiej. Za 42 lata wśród 36 krajów OECD tylko w Japonii i Korei liczba osób w wieku 65 lat plus przypadająca na 100 osób w wieku produkcyjnym będzie wyższa niż u nas. Na dodatek, jako jedyny kraj na świecie obniżyliśmy wiek emerytalny – w przypadku kobiet do najniższego poziomu wśród krajów OECD. Tymczasem już przed tą decyzją, były one na emeryturze o niemal dwa lata dłużej niż przeciętnie w innych krajach OECD – średnio prawie ćwierć wieku. W tej grupie państw jeszcze tylko dwa: Izrael i Szwajcaria planują utrzymanie niższego wieku emerytalnego kobiet niż mężczyzn, ale i one ograniczają tę różnicę. Tylko w Polsce będzie ona wynosić 5 lat. Efekt: w horyzoncie do 2050 roku przeciętna emerytura, według szacunków ZUS, spadnie o 12% w przypadku mężczyzn oraz o 36% w przypadku kobiet – w porównaniu do scenariusza, w którym wiek emerytalny nie zostałby obniżony. To właśnie przede wszystkim kobiety będą skazane na coraz niższe emerytury. Na przykład kobieta urodzona w 1974 roku, zarabiająca przez cały czas swojej aktywności zawodowej przeciętne wynagrodzenie, otrzymałaby ponad 3500 zł emerytury, gdyby jej wiek przejścia na emeryturę wynosił 67 lat. Odchodząc w wieku 60 lat dostanie tylko 2000 zł. A ona i tak będzie w stosunkowo dobrej sytuacji – bo przygniatająca większość kobiet będzie skazanych na emerytury minimalne. W młodszych rocznikach ponad 70% z nich, odchodząc na emeryturę będzie otrzymywać minimalne świadczenie. Emerytura tych osób, którzy dopiero wchodzą na rynek pracy, tylko w Meksyku będzie stanowić (i to minimalnie) niższy odsetek przeciętnego wynagrodzenia niż w Polsce (ale w Meksyku składka emerytalna jest trzy razy niższa niż u nas).

Inną kategorią wydatków socjalnych, które są w Polsce wysokie, a jednocześnie nie zależą od sytuacji materialnej beneficjentów, są wydatki na wsparcie rodziny i dzieci. Na ten cel wydajemy 2,7% PKB, tj. o 0,8% PKB więcej niż przeciętnie w UE i o 1,2% PKB więcej niż inne kraje Europy Środkowej. Ponownie jednak można zadać pytanie, o kogo społeczeństwo troszczące się o sprawiedliwość powinno dbać, jeśli nie o dzieci?

Żeby zapewnić odpowiednie wsparcie i starszym, i najmłodszym członkom społeczeństwa lub – ogólniej – wszystkim, którzy naprawdę go potrzebują i to także wtedy, gdy będzie ich dużo więcej niż obecnie, ci, którzy są zdolni do pracy, powinni być aktywni: pracować lub szukać zatrudnienia. Wciąż istnieje spore pole do poprawy w tym względzie. Tylko w 8 krajach OECD aktywność zawodowa jest niższa niż u nas. Jej zwiększeniu służyłoby przebudowanie świadczeń socjalnych tak, aby ludzie zdolni do pracy otrzymywali je pod warunkiem, że pracują lub starają się o pracę. Ten warunek powinien dotyczyć także świadczenia 500 plus.

Świadczenia dla osób, które, choć zdolne do pracy, nie chcą pracować, siłą rzeczy ograniczają wielkość pomocy, jaka trafia do ludzi rzeczywiście jej potrzebujących. Prowadzą też do demoralizacji i zjawiska dziedziczenia bierności i biedy. Trwała bieda jest wszędzie tam, gdzie nie ma pracy, a takie świadczenia, pozwalając na uzyskiwanie dochodu bez jakiejkolwiek pracy, sprzyjają (w najlepszym razie) odwlekaniu jej poszukiwania. Ale im dłużej nie ma się pracy, tym mniejsza jest szansa na jej znalezienie. Długie pozostawanie poza zatrudnieniem powoduje utratę części nabytych umiejętności, utrudnia nabywanie nowych kwalifikacji, przyzwyczaja do korzystania z pomocy państwa, wreszcie kieruje energię na wynajdowanie innych niż praca sposobów poprawy warunków życia. Znalezienie pracy przez osobę długo pozostającą poza zatrudnieniem jest dodatkowo utrudnione w związku z asymetrią informacji między pracobiorcą a potencjalnym pracodawcą; sprawdzenie przez przedsiębiorcę, w jakim stopniu osobie poszukującej pracy udało się uniknąć pułapek związanych z długim pozostawaniem poza zatrudnieniem, jest kosztowne.

Z tych powodów rozszerzeniu świadczenia 500plus na pierwsze dzieci w rodzinach, powinno towarzyszyć odebranie go rodzicom, którzy porzucają pracę i nie starają się o nową. Takie rozwiązanie jest łagodną wersją regulacji obowiązującej w Szwajcarii, gdzie podobne świadczenie otrzymują wyłącznie pracujący (nie jest ono wypłacane bezrobotnym). Program 500plus musi przestać utrwalać biedę, a ona pojawia się tam, gdzie ludzie porzucają pracę. Taka bieda jest dziedziczona z pokolenia na pokolenie, bo dzieciom trudno poznać znaczenie pracy, jeśli jej wartości zaprzeczają zachowania rodziców.

Oczywiście, trzeba wziąć pod uwagę, że trudno jest pogodzić pracę zawodową z opieką nad dużą liczbą dzieci. Jednocześnie, państwo powinno bardziej niż dotychczas łagodzić te trudności, rozwijając opiekę instytucjonalną nad dziećmi – tak, by żadne z rodziców, także w dużej rodzinie, nie było później skazane na wegetację, w związku z utratą kwalifikacji do pracy zarobkowej i niewypracowaniem żadnej emerytury. W Polsce system takiej opieki wciąż jest niedostatecznie rozwinięty. Tylko w dwóch krajach Unii Europejskiej odsetek objętych nią dzieci w wieku do 2 lat jest niższy niż u nas. Jedynie w 5 krajach UE obejmuje ona mniejszy odsetek dzieci w wieku od 3 do 5 lat.

Żeby aktywizować Polaków, potrzebna jest również inna zmiana w świadczeniach trafiających do osób zdolnych do pracy. Osoba korzystająca z zasiłku, decydująca się na podjęcie pracy, nie może być karana obcięciem tego zasiłku. To ją demotywuje, bo często oznacza, że praca nie poprawia jej materialnych warunków życia, a odbiera czas wolny. W poprzedniej kadencji parlamentu wprowadzono zasadę „złotówka za złotówkę” (świadczenie jest pomniejszane o jeden złoty za każdego złotego zarobków przekraczających próg uprawniający do otrzymywania pełnego świadczenia). Ta zasada powinna być wzmocniona. Świadczenie powinno być wycofywane jeszcze bardziej stopniowo, np. 20 groszy za złotego – tak, żeby osoba na zasiłku miała dodatkową zachętę do podjęcia pracy. Praca musi ludziom się opłacać.

Jeśli o to nie zadbamy, to coraz trudniej będzie nam finansować wydatki socjalne. Albo więc zapewnimy, że będą one sprawiedliwe, albo za pewien czas może w ogóle ich nie być.


ANDRZEJ RZOŃCA

© ANDRZEJ RZOŃCA 2020