• @andrzej_rzonca

#WyższePłace, czyli jak podnieść opłacalność pracy


„Żeby żyło się lepiej. Wszystkim” – tak brzmiało hasło wyborcze w 2007 roku dzisiejszej opozycji. W trakcie 8 lat rządów zrealizowała je, ale ten fakt nie przebija się do szerokiej opinii publicznej. Mało kto wie, że w latach 2008-2015 najszybciej rosły dochody najbiedniejszych, a najwolniej, jakkolwiek wciąż szybko, najbogatszych. Jedna piąta najbogatszych gospodarstw była jedyną grupą, której dochody rosły wolniej od średniej. W rezultacie, jej udział w łącznym dochodzie się obniżył – jako jedynej grupy gospodarstw. Dzięki temu do jednej piątej najbiedniejszych gospodarstw zaczęła trafiać większa część łącznego dochodu niż średnio w Unii Europejskiej. Program #WyższePłace, przedstawiony przez opozycję pod koniec ubiegłego roku, może wzmocnić to pozytywne zjawisko, czyli szybki wzrost gospodarki, na którym korzystają wszyscy, ale najbardziej najbiedniejsi.

Program dotyczy płac, bo wciąż są one w Polsce niskie na tle większości krajów Unii Europejskiej. Jeżeli wyrazić je w euro, to mniej niż w naszym kraju zarabia się tylko w 5 krajach UE. Pensje są u nas około 3 razy niższe niż przeciętnie w Europie. Jeśli uwzględni się różnice w poziomie cen, różnice w zarobkach co prawda się zawężają: w takim ujęciu wyprzedzamy 10 krajów UE, a przeciętna płaca w Polsce w stosunku do średniej w Europie niemal się podwaja. Ale nadal stanowi ona tylko około 2/3 tej średniej.

Zarabiamy mniej niż w UE, bo polskie firmy są gorzej wyposażone w kapitał, czyli wszelkie dobra służące produkcji. Zarazem ten kapitał jest u nas często niższej jakości, tzn. używamy starszych, mniej zaawansowanych technologii niż na Zachodzie. To obniża wydajność pracy w naszym kraju. Tylko w 6 krajach UE firmy mają mniejszy zasób kapitału na pracującego niż u nas.

Nie ma innej drogi do zrównania płac w Polsce i w Europie niż przez wzrost gospodarczy, którego jedynym potencjalnie niewyczerpywalnym źródłem jest wzrost produktywności. Jednak nawet gdyby nadal był on równie szybki, jak w poprzednich 25 latach, to podnosiłby zarobki w realnym tempie przeciętnie nieprzekraczającym 4% rocznie. Ponieważ wydajność i płace na Zachodzie też rosną, choć wyraźnie wolniej niż u nas, to do zrównania wynagrodzeń doszłoby nie wcześniej niż za 16 lat. Nie oznacza to jednak, że radykalny wzrost zarobków Polaków musi być odległą perspektywą. Da się je wyraźnie podnieść – szczególnie te najniższe – i to bez podcinania konkurencyjności krajowych firm, czego skutkiem byłoby zahamowanie wzrostu gospodarki i – w efekcie – wynagrodzeń. Receptę na to zawiera właśnie program #WyższePłace.

Składa się on z dwóch elementów. Pierwszy element to obniżka podatków i składek dla wszystkich pracujących – tak, żeby PIT, ZUS i składka na NFZ nie przekraczały łącznie 35% zarobków Polaków. Opozycja zarazem zastrzega, że obniżka składek nie obejmie składki na NFZ i składki emerytalnej. Dzięki temu nie zmniejszą się ani nakłady na ochronę zdrowia, ani przyszłe emerytury. Jednocześnie będzie zachowany limit podstawy wymiaru składek emerytalno-rentowych. Zgodnie z ustawą przedstawioną przez opozycję wiosną ubiegłego roku, ma on zostać uspójniony z górną granicą przedziału pierwszej skali podatkowej. To przybliży go do poziomu z takich krajów jak Szwajcaria, Szwecja, czy Norwegia. Polska uniknie kominów emerytalnych, które powstałyby gdyby – jak forsował rząd – zlikwidować ten limit. Będzie natomiast więcej dobrze płatnych miejsc pracy. Jednocześnie ukryte podnoszenie PIT przez niewaloryzowanie progów podatkowych zacznie wiązać się z kosztem w postaci niższych wpływów ze składek. Równolegle mają zostać ujednolicone bazy podatkowe PIT i wszystkich składek. W efekcie, wystarczy jedna operacja, żeby obliczyć obciążenie podatkowe, a nie co najmniej czternaście, jak obecnie.

Drugi element programu to dodatkowe wsparcie dla każdego, kto pracuje na umowie o pracę i zarabia mniej niż dwukrotność płacy minimalnej, czyli w 2019 roku 4,5 tys. zł. Dla osób zarabiających minimalne wynagrodzenie wyniesie ono 500 zł miesięcznie, dzięki czemu ich dochód netto, czyli na rękę, będzie się w praktyce pokrywać z obecną płacą brutto. Następnie, wraz ze wzrostem wynagrodzenia ponad płacę przeciętną o określony procent, będzie się zmniejszać o taki sam procent – aż do zera przy zarobkach o 100% wyższych od płacy minimalnej (czyli jej dwukrotności). Takie ustalenie limitu wsparcia pozwala na jego łatwe wyliczenie, a zarazem gwarantuje, że będzie ono odpowiednio szerokie. Trafi do ponad połowy pracowników – tych, których aktywność najsilniej zależy od zapewnianych przez pracę dochodów. W ich przypadku, pomimo tej zależności, klin płacowy, czyli różnica między pełnym kosztem pracy ponoszonym przez pracodawcę a płacą netto otrzymywaną przez zatrudnionego, jest u nas wyższy od średniej dla krajów OECD.

Technicznie to dodatkowe wsparcie może przyjąć dwie formy: albo wypłaty ze strony państwa, albo malejącej wraz ze wzrostem wynagrodzenia kwoty wolnej, obejmującej nie tylko PIT, ale też część składek na ubezpieczenie społeczne. Wyboru opozycja chce dokonać po konsultacjach ze związkami zawodowymi i organizacjami pracodawców. Za wzór dla tych konsultacji ma służyć Holandia i Irlandia, w których głębokie reformy rynku pracy i finansów publicznych w latach osiemdziesiątych zostały przeprowadzone w ramach szerokiego porozumienia z partnerami społecznymi.

Premia wypłacana przez państwo miałaby tę zaletę, że pozwoliłaby na radyklane uproszczenie wyliczania wysokości podatku. Istniałaby nawet możliwość wprowadzenia jednego przelewu podatkowo-składkowego od całego funduszu płac. Jednocześnie, wbrew zarzutom rządzących, opozycja zadbała o to, żeby taka premia nie prowokowała do ukrywania zarobków w szarej strefie. Przeciwdziałać takiemu ukrywaniu będą co najmniej cztery czynniki. Po pierwsze, program #WyższePłace zmniejszy pozapłacowe koszty pracy, a tym samym osłabi bodźce do płacenia pod stołem. Po drugie, pracownikom nie będzie się opłacać obcięcie pensji, żeby otrzymać wsparcie, bo aby je podwyższyć o 1 zł, musieliby zrezygnować z 4,5 zł wynagrodzenia. Po trzecie, w oporze przeciwko takim ewentualnym „propozycjom” będzie ich wspierać niedostatek rąk do pracy. Po czwarte, przygotowana przez opozycję generalna przebudowa podatków nie ogranicza się do programu #WyższePłace, a dotyczy także opodatkowania przedsiębiorstw. W systemie podatkowym mają pojawić się bodźce promujące zwiększanie skali działalności. Będzie się opłacało rosnąć, a tego nie da się wykazać, spychając działalność do szarej strefy.

Dzięki programowi #WyższePłace dochód netto osób otrzymujących minimalne wynagrodzenie praktycznie zrówna się z płacą brutto (2250 zł w 2019 r.). Wyniesie 2247 zł wobec 1653 zł bez programu. Na ten wzrost, o niemal 38%, złoży się zmniejszenie płaconych przez nie podatków i składek o prawie 114 zł oraz wsparcie w wysokości 500 zł. Gdyby wzrost ich dochodów bazował tylko na wzroście gospodarki, to na tego rzędu realną podwyżkę (a więc po odjęciu wzrostu cen) musiałyby one czekać 9 lat i to przy założeniu, że wydajność pracy w naszej gospodarce nadal będzie rosła tak szybko co przez poprzednie 25 lat. Takich osób jest co najmniej 1,5 mln (tyle było ich w na koniec 2017 roku, kiedy płaca minimalna wynosiła 2 tys. zł; wraz z jej podnoszeniem jest ich coraz więcej: w latach 2016-17 ich liczba urosła o ponad 12%). Z kolei dochód netto osób mających płacę brutto na poziomie 3000 zł wzrośnie z 2156 do 2663 zł (o 173 zł z tytułu niższych podatków i składek, i o ponad 333 zł ze wsparcia). Bez programu #WyższePłace na podobną podwyżkę przyszłoby im czekać 6 lat lub dłużej. Osoby zarabiające 4500 zł (i więcej) nie otrzymają już wsparcia. Ale ich dochód netto też wzrośnie – o ponad 9% – na skutek niższego opodatkowania i oskładkowania płac. Będzie to dla nich przeskok w dochodach o ponad dwa lata. Tak więc program będzie oznaczać wyższe płace na rękę dla wszystkich.

Inną korzyścią z programu będzie upowszechnienie pracy na etat. Dziś wiele osób wybiera inne formy zatrudnienia (albo jest przymuszanych do tych form) wyłącznie ze względu na niższe narzuty. 1,2 mln osób jest na „samozatrudnieniu” (poza rolnictwem, jakkolwiek wyłącznie jednego klienta ma 154 tys.), a kolejne 1,2 mln osób zawiera umowy o dzieło lub umowy zlecenia, nie mając nigdzie zatrudnienia na podstawie stosunku pracy (są to ostatnie dostępne dane – za 2017 rok; nie obejmują one osób łączących pracę z emeryturą lub rentą; trzeba jednak zaznaczyć, że pracujących na podstawie umowy o dzieło lub umowy zlecenia w danym momencie, a nie w ciągu roku, jest około trzykrotnie mniej). Postulując obniżenie opodatkowania i oskładkowania wszystkich wynagrodzeń i wprowadzenie dodatkowego wsparcia dla najsłabiej zarabiających, opozycja chce przeciąć tę patologiczną sytuację, ale bez ograniczania ludziom swobody wyboru. Zapowiada, że nie wprowadzi jednego rodzaju umów na zatrudnienie, nowych zakazów, nakazów, sankcji, czy inspekcji, ale jeśli ktoś będzie chciał otrzymać dodatkowe wsparcie, będzie musiał pracować na umowie o pracę.

Obie główne korzyści z programu #WyższePłace, czyli wzrost dochodów na rękę pracujących oraz upowszechnienie zatrudnienia na podstawie umów o pracę, odczują przede wszystkim osoby młode, zwłaszcza te poniżej 24 roku życia. Dwuipółkrotnie częściej niż wszyscy pracujący poszukują one innej lub dodatkowej pracy, a głównym motywem tych poszukiwań są niesatysfakcjonujące warunki finansowe. Przeciętne zarobki w tej grupie wiekowej wynoszą 67% przeciętnego wynagrodzenia ogółem. Ale np. od płac pracowników w wieku 65 lat i więcej dzieli je luka przekraczająca 94%. Dzięki programowi #WyższePłace dochody na rękę tej połowy osób w wieku do 24 lat, która słabiej zarabia, zwiększą się o 23% do 38%. Dla porównania dochody połowy wszystkich pracowników – bez względu na wiek – wzrosną o co najmniej 12%. Szacunki minimalnych korzyści dla tej połowy pracowników, która słabiej zarabia, odnoszą się do płacy medianowej, czyli otrzymywanej przez osobę ze środka rozkładu wynagrodzeń. Ponieważ ostatnie dostępne dane nt. tego rozkładu pochodzą z grudnia 2016 roku, w obliczeniach przyjąłem, że płaca medianowa wzrosła od tamtej pory o taką samą procentowo wielkość, jak przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw.

Osoby w wieku do 24 lat są dwukrotnie rzadziej aktywne zawodowo niż ogół ludzi w wieku produkcyjnym. Ta różnica w aktywności jest u nas znacznie wyższa niż na Zachodzie. Zarazem, jeżeli młodzi w Polsce pracują, to o wiele rzadziej niż pozostałe grupy wiekowe na podstawie umowy o pracę na czas nieokreślony, dającej poczucie największej stabilności. Taką umowę ma tylko 32% pracujących w wieku do 24 lat wobec 60% pracujących ogółem (i 75% pracujących najemnie). Oczywiście, w istotnej części ta różnica wynika z tego, że osoby młode wchodzą na rynek pracy i są sprawdzane przez pracodawców, ale raczej nie jest to jedyny powód.

Inną grupą, która szczególnie skorzysta na programie #WyższePłace, są kobiety. Jakkolwiek luka płacowa między kobietami a mężczyznami powoli się zawęża, to wciąż sięga przeciętnie niemal jednej piątej. Dzięki programowi dochody na rękę tej połowy kobiet, które słabiej zarabiają, zwiększą się od 38 do 14%. Dla porównania dochody połowy słabiej zarabiających mężczyzn wzrosną o co najmniej 10%. Różnica między medianowym wynagrodzeniem kobiet i mężczyzn zmniejszy się o prawie jedną trzecią.

Opozycja szacuje koszt programu na około 30 miliardów złotych. To więcej niż wydatki publiczne na zasiłek „500+”, które wynoszą około 24 mld zł. Źródła finansowania programu mają być cztery.

Pierwszym z nich są oszczędności budżetowe – zwłaszcza na aparacie władzy. Opozycja zaproponowała poprawki do projektu ustawy budżetowej na 2019 r., ograniczające te wydatki o ponad 4 mld zł. Kwestionuje ona np. prawie dwuipółkrotny wzrost wydatków na Ministerstwo Sprawiedliwości i kancelarię Senatu, dwukrotny wzrost wydatków na kancelarię premiera, czy Krajową Radę Radiofonii i Telewizji, zwiększenie wydatków na IPN ponad nakłady na wywiad wojskowy itp. Na oszczędności zaproponowane przez opozycję składa się eliminacja kilkudziesięciu podobnych patologii.

Drugim źródłem jest wzrost tych dochodów budżetu, które obecnie rządzący zaniedbują. Na przykład dochody z dywidend w br. mają wynieść niecałe 3 mld zł. Taki ich poziom oznacza co prawda wzrost o niemal jedną czwartą w porównaniu do ubiegłego roku, ale w zestawieniu z 2015 rokiem, tj. bezpośrednio przed zmianą władzy, będą one prawie dwuipółkrotnie niższe. Gdyby efekty zarządzania spółkami kontrolowanymi przez Skarb Państwa odpowiadały średniej dla spółek prawa handlowego, to można byłoby oczekiwać, że dochody te w br. wyniosą prawie 9 mld zł, czyli o blisko 6 mld zł więcej niż założono.

Trzecim źródłem jest likwidacja luk w systemie podatkowo-składkowym. Mamy na tyle skomplikowany system, że jest co upraszczać.

Czwartym źródłem jest wzrost gospodarki. Jego długofalowe tempo wynosi obecnie około 3%. Zapewnia ono wzrost dochodów publicznych w trakcie jednej kadencji parlamentu o około 90 mld zł. Żeby te pieniądze nie rozeszły się w całości wyłącznie na cele już finansowane przez budżet, potrzebne jest określenie i pilnowanie priorytetów w polityce fiskalnej. Program #WyższePłace ma być takim priorytetem. Jednocześnie przyspieszenie wzrostu o 1 pkt proc. zwiększyłoby dochody publiczne w ciągu 4 lat o dalsze 30 mld zł. Skądinąd jest to mniej więcej tyle, ile ma kosztować program #WyższePłace.

Program ten ma szanse przyspieszyć wzrost gospodarki. Podniesie opłacalność pracy, w tym zwłaszcza tej, która jest wrażliwa na wysokość podatków. Oznacza radykalne zwiększenie progresji podatkowej, ale nie przez podwyższenie obciążeń fiskalnych dla najlepiej zarabiających, a przez ich głębokie obniżenie dla najsłabiej zarabiających. Dużo wyższe zarobki na rękę zachęcą ludzi do większej aktywności, pod której względem wciąż znajdujemy się w ogonie Europy. Jeśli firmom łatwiej będzie znaleźć pracowników, to i chętniej będą inwestować. Dzisiaj wiele z nich rezygnuje z inwestycji, bo nie mogą znaleźć obsady nawet do obsługi istniejących linii produkcyjnych. Dodatkową zachętą do inwestowania będzie uproszczenie i – co za tym pójdzie – ustabilizowanie podatków. Zarazem krajowe przedsiębiorstwa pozostaną konkurencyjne wobec zagranicy, co będzie sprzyjać dalszemu wzrostowi znaczenia międzynarodowej wymiany handlowej, która z kolei odgrywa olbrzymią rolę w transferze technologii z zagranicy. A im więcej będzie inwestycji, w tym w nowoczesne technologie, tym większe będą pensje i płacone od nich podatki i składki.

Warto podkreślić, że program #WyższePłace nie jest jedyną propozycją opozycji mającą wesprzeć wzrost gospodarczy, a jedną z wielu. Przedstawiła ona już m.in. projekty ustaw: hamujących zadłużanie państwa w czasie dobrej koniunktury; powstrzymujących regulacyjne tsunami, które dramatycznie zwiększa niepewność i zniechęca do inwestowania; ułatwiających młodym ludziom zakładanie firm i wczesne wchodzenie na rynek pracy; zachęcających osoby starsze do jak najdłuższej aktywności; stymulujących rozwój „srebrnej gospodarki”; przywracających apteki pacjentom, swobodę handlu w niedzielę, czy wolny handel ziemią; łagodzących wzrost cen prądu, ale bez powrotu do socjalizmu, czyli odgórnego ustalania cen, plątaniny dopłat i kosztownej biurokracji. Zaprezentowała też program #TwojaPolska, dotyczący spółek Skarbu Państwa – ich odpartyjnienia, likwidacji patologii „PiSiewiczów”.

Praca jest wartością, a dobra praca – wartością szczególną. Dzięki programowi #WyższePłace są szanse, że będzie jej w Polsce więcej.


ANDRZEJ RZOŃCA

© ANDRZEJ RZOŃCA 2020