• @andrzej_rzonca

Polska potrzebuje rzetelnej edukacji


Bogate społeczeństwa to dobrze wykształcone społeczeństwa, nie mające problemów z wprowadzaniem i korzystaniem z nowoczesnych technologii. Warty przywołania jest przykład Szwajcarii. Już w XVIII wieku praktycznie wszystkie szwajcarskie dzieci chodziły do szkoły. To co dzisiaj wyróżnia Szwajcarię, to bardzo dobra edukacja wyższa. Szwajcarskie uczelnie są jedynymi spoza angielskiej strefy językowej, które sytuują się w ścisłej światowej czołówce (ETH w Zurychu). Jednocześnie ta wyśmienita edukacja jest masowa. W niewielu krajach na świecie jest tak duży odsetek osób z wykształceniem wyższym, a w jeszcze mniejszej ich liczbie tak wysoki odsetek z tytułem doktora. Tak szeroki dostęp do znakomitej edukacji daje możliwość wyławiania i rozwijania talentów. Dość powiedzieć, że malutka Szwajcaria ma 21 laureatów Nagrody Nobla w dziedzinie medycyny, chemii i fizyki.

Dzięki reformie edukacji w 1999 roku Polska zbudowała porządną edukację. Świadczy o tym bardzo wysoka pozycja naszego kraju w publikowanym przez OECD indeksie jakości edukacji. W jego konstrukcji bierze się pod uwagę odsetek populacji w wieku produkcyjnym z wykształceniem co najmniej średnim, przeciętną liczbę lat nauki oraz wyniki uczniów w międzynarodowych testach kompetencji PISA, jak również zróżnicowanie w dostępie do edukacji ze względu na płeć i sytuację materialną rodziny. W każdym z tych wymiarów nastąpiła w Polsce wyraźna poprawa po 1999 roku. Dziewięciu na dziesięciu Polaków w wieku 25-64 lat ukończyło szkołę ponadgimnazjalną, co jest jednym z najwyższych odsetków wśród krajów OECD. Młodzi Polacy uczą się nieco więcej lat niż przeciętnie ich koledzy z innych krajów OECD. Ponadto, mają dostęp do lepszej edukacji. Zaczęli zajmować czołowe miejsca w międzynarodowych testach kompetencji. Jednocześnie zmniejszyło się znaczenie społeczno-materialnych warunków, w których wychowują się uczniowie, na ich wyniki w nauce. Tamta reforma głęboko zmieniła program nauczania, zapewniła szkołom szeroką autonomię, wprowadziła egzaminy przygotowywane i sprawdzane poza szkołą, skróciła szkołę podstawową z 8 do 6 lat i wprowadziła trzyletnie gimnazjum, które poprawiło dostęp uczniów z małych miejscowości i biednych rodzin do rzetelnej edukacji i opóźniło o rok separację uczniów mniej uzdolnionych od zdolniejszych.

Obecna władza postanowiła zniszczyć ten olbrzymi sukces naszego kraju. Jej następcy nie powinni jednak robić kolejnej rewolucji. Dzieci i rodzice potrzebują stabilizacji. Muszą dostać wytchnienie po bałaganie, który trwa od początku deformy, zwłaszcza, że w tym roku bałagan ten sięgnie zenitu w związku z upychaniem podwójnego rocznika dzieci w pierwszych klasach szkół średnich.

Co więc powinno się zrobić? W pierwszym rzędzie należy znacząco zwiększyć jakość i długość opieki nad dzieckiem w pierwszych latach nauki w szkole podstawowej. Dodatkowy czas spędzany przez dzieci na zajęciach i wspólne odrabianie prac domowych powinny poprawić ich wyniki w nauce. Jednocześnie, odciążyłoby pracujących rodziców. Bez tego trudno będzie podnieść u nas aktywność zawodową rodziców, a zwłaszcza kobiet, do poziomów zbliżonych do tych w najbogatszych krajach Zachodu. Innym obszarem, na który powinno położyć się nacisk, jest możliwie wczesne i szerokie nauczanie informatyki. Bez tego Polska nie będzie miała szans na skorzystanie w pełni z rewolucji informatycznej. Rewolucja ta będzie, z jednej strony, zwiększać zapotrzebowanie na pracę osób biegłych w obsłudze technologii ICT, ale z drugiej strony, wypierać prace charakteryzujące się powtarzalnością. Od stopnia znajomości teleinformatyki w społeczeństwie będzie zależeć efekt netto tych przeciwstawnych tendencji.

Należy również systematycznie rozszerzać opiekę przedszkolną i dzięki temu umożliwić dzieciom lepsze wykorzystanie ich zdolności poznawczych wtedy, gdy te zdolności są największe. Owo rozszerzenie byłoby przynajmniej częściową neutralizacją kosztów podniesienia wieku obowiązku szkolnego przez obecną władzę. Jest to szczególnie ważne dla dzieci z biedniejszych rodzin, które bez wsparcia państwa mają mniejsze możliwości wczesnego rozpoczęcia edukacji, jak również nadrobienia opóźnienia w jej rozpoczęciu.

Trzeba też radykalnie poprawić edukację wyższą. To temat daleko wykraczający poza ramy tego komentarza. Zasygnalizuję jedynie trzy palące zmiany. Konieczne jest zwiększenie udziału języka angielskiego zarówno w dydaktyce, jak i w pracy naukowej, bo to język angielski jest dziś językiem nauki. Jednocześnie należy promować publikacje w czasopismach z bazy JCR (tzw. lista filadelfijska) o możliwie wysokim impact factorze. Póki co, niewiele artykułów naukowych z Polski jest często cytowanych na świecie. Polskie uczelnie nie przyciągają doktorantów spoza UE. Jeszcze poważniejsze problemy mamy ze współpracą w dziedzinie badań między sektorem prywatnym i publicznym.

Nie powinniśmy mieć złudzeń, że wytwory polskiej nauki staną się kiedykolwiek głównym źródłem innowacji w naszym kraju. Nie stanie się tak, nawet gdyby jej wkład w tworzenie wynalazków możliwych do wykorzystania stał się kilkukrotnie większy od udziału polskiej gospodarki w światowym PKB, bo ten jest niższy od 1%. Niemniej od rozwoju polskiej nauki będzie w rosnącym stopniu zależeć nasza zdolność do adaptacji coraz bardziej zaawansowanych zagranicznych technologii. Jeżeli stan polskiej nauki się nie poprawi, może stać się ona barierą wzrostu.

Jeśli natomiast o nią zadbamy, jak również o wysoką jakość edukacji, to jednocześnie rozwiążemy wiele innych problemów, które utrudniają nam dołączenie do najbogatszych państw Zachodu. Poprawa wykształcenia polskiego społeczeństwa powinna sprzyjać np. wzrostowi aktywności zawodowej Polaków (pod względem której wciąż odstajemy od Zachodu). Osoby z wyższym wykształceniem rzadziej znajdują się w sytuacjach grożących dezaktywizacją zawodową niż osoby, które go nie mają: rzadziej tracą pracę, a jeśli stają się bezrobotne, to szybciej znajdują nowe zatrudnienie.

Istnieją więc dobre powody, aby dbać o szkołę i naukę, i to nawet jeśli pominie się niematerialne wartości, które one niosą. Skądinąd, lepiej ich nie pomijać.


ANDRZEJ RZOŃCA

© ANDRZEJ RZOŃCA 2020