• @andrzej_rzonca

Co można wyczytać z wyników wyborów do Parlamentu Europejskiego?


Opadł kurz po wyborach europejskich. Ku mojemu zaskoczeniu (a mam wrażenie, że nie byłem w nim osamotniony), wygrał je PiS – i to z dużą przewagą nad zjednoczoną opozycją. W porównaniu do wyborów samorządowych poparcie dla partii tworzących Koalicję Europejską spadło o 8,3 pkt proc., podczas gdy dla PiS zwiększyło się o 11,3 pkt proc. Koalicja Europejska przegrała wybory na wsiach (gdzie otrzymała 27,1% głosów, a PiS 59,1%), natomiast wygrała w miastach (z poparciem w wysokości 44,7% wobec 38,0% dla PiS). Niemniej w porównaniu do wyborów samorządowych poparcie dla niej zmniejszyło się i na wsi (o 13,3 pkt proc.) i w miastach (o 4,3 pkt proc.).

Wyniki te wywołały falę komentarzy nt. przyczyn porażki zjednoczonej opozycji. Postanowiłem je skonfrontować z danymi.

Wynika z nich, po pierwsze, że Koalicja Europejska sprawdziła się jako zabezpieczenie przed zmarnowaniem dużej liczby głosów wyborców opozycji. Z 38,5% głosów oddanych na KE, 27,9 pkt proc. padło na Koalicję Obywatelską, 5,7 pkt proc. na SLD, 4,5 pkt proc. na PSL, a 0,4 pkt proc. na inne podmioty koalicji. Przy takich wynikach jedynie kandydaci Koalicji Obywatelskiej i SLD uzyskaliby mandaty w wyborach, gdyby każde z ugrupowań wchodzących w skład KE poszło do wyborów samodzielnie (jakkolwiek liczba mandatów dla tych partii, w szczególności dla SLD byłaby mniejsza, gdyż metoda d’Hondta podziału mandatów premiuje największe ugrupowania kosztem tych, których poparcie nie przekracza 10%). Głosy na PSL i inne podmioty koalicji, tj. łącznie 0,7 mln, zostałyby zmarnowane.

Po drugie, mobilizacja wśród wyborców Koalicji Europejskiej wcale nie była mała. Frekwencja wyborcza na wsiach wyniosła 40,7%, a w miastach 48,7%. Frekwencja wyborcza w miejscowościach mających poniżej 5 tys. mieszkańców wyniosła 40,9%; nieco niższa była w miejscowościach od 5 tys. do 10 tys. mieszkańców, gdzie wyniosła 39,0%. We wszystkich innych grupach miejscowości rosła wraz z liczbą mieszkańców, sięgając 58,6% w dużych miastach, zamieszkałych przez ponad 500 tys. osób, czyli tam, gdzie opozycja jest najsilniejsza, a obecna władza najsłabsza.

Po trzecie, nawet zmiany w mobilizacji między obecnymi wyborami do Parlamentu Europejskiego a poprzednimi nie poddają się tak jednoznacznej ocenie, jaką formułowali różni komentatorzy bezpośrednio po wyborach. W porównaniu do poprzednich wyborów do Parlamentu Europejskiego frekwencja zwiększyła się z 18,6% do 40,7% na wsiach oraz z 33,6% do 58,6% w dużych miastach, o liczbie mieszkańców powyżej 500 tys. Oznacza to, że jej przyrost w pkt proc. był większy w dużych miastach niż na wsi (wyniósł, odpowiednio, 25,0 i 22,1 pkt proc.). Ponieważ jednak na wsiach mieszka prawie 40% Polaków, podczas gdy w dużych miastach niewiele ponad 11%, to wzrost liczby głosujących na wsi ponad trzykrotnie przekroczył ich przyrost w dużych miastach. Nie był to jednak efekt różnicy w mobilizacji, a rozkładu mieszkańców w naszym kraju.

Po czwarte, liczy się wyłącznie różnica w mobilizacji wyborców opozycji i władzy, a nie jej poziom. Przy danych preferencjach wyborczych sam ogólny poziom frekwencji wyborczej nie ma znaczenia dla wyników w wyborach. Gdyby frekwencja w miastach i wsiach była identyczna, to bez względu na jej poziom, poparcie dla Koalicji Europejskiej wyniosłoby nie 38,5%, a 37,7%. Poparcie dla PiS wzrosłoby z 45,4% do 46,3%, a różnica w poparciu dla obu komitetów zwiększyłaby się z 6,9 do 8,6 pkt proc., tj. o 1,7 pkt proc.

Po piąte, sama mobilizacja bez zmian w preferencjach wyborczych nie wystarczy opozycji do zwycięstwa w nadchodzących wyborach parlamentarnych. Nawet gdyby frekwencja w miastach była dwa razy wyższa niż na wsiach, to przy braku zmian w preferencjach wyborczych PiS utrzymałby przewagę nad Koalicją Europejską, jakkolwiek przewaga ta zmalałaby z 6,9 do 2,8 pkt proc.

Po szóste, za porażkę Koalicji Europejskiej w wyborach do Parlamentu Europejskiego odpowiada głównie PSL – przynajmniej w zestawieniu z wyborami samorządowymi. Poparcie dla Koalicji Obywatelskiej wyniosło 27,9% i było większe niż w wyborach samorządowych (27,0%). Spadło natomiast w porównaniu do sumy głosów oddanych na PO i Nowoczesną w wyborach parlamentarnych w 2015 roku (31,7%). Poparcie dla SLD wyniosło 5,7% i było mniejsze niż w wyborach samorządowych (6,6%), jak i parlamentarnych (7,6%). Poparcie dla PSL wyniosło 4,5% i było dramatycznie niższe niż w wyborach samorządowych (12,1%) i nieco niższe niż w wyborach do parlamentu (5,1%). Spadek poparcia dla PSL w porównaniu do wyborów samorządowych wyniósł więc 7,5 pkt proc. i był niemal taki sam jak spadek poparcia dla całej Koalicji Europejskiej. Jednocześnie o 0,6 pkt proc. przewyższył różnicę w poparciu w wyborach europejskich między PiS i KE. Wkład PSL do porażki był przy tym zapewne jeszcze większy, gdyż wyborcy odpływający od tej partii w dużej części zasilali szeregi wyborców PiS.

Po siódme, słaby wynik PSL w wyborach do Parlamentu Europejskiego był rezultatem załamania się poparcia dla tej partii na wsi. Podczas gdy w wyborach parlamentarnych i samorządowych przytłaczającą większość głosów uzyskała ona na wsi (77%), to w tych wyborach większość głosów na jej kandydatów została oddana w miastach (56%).

Po ósme, nie jest wcale pewne, że PSL startując w wyborach samodzielnie otrzymałoby istotnie wyższe poparcie. Co prawda, przy samodzielnym starcie o głosy wyborców walczyłoby dużo więcej kandydatów tej partii. Na listach Koalicji Europejskiej było ich tylko 15 (na 130 wszystkich kandydatów KE). Niemniej dramatyczny spadek poparcia dla tej partii na wsi, który mógł, ale wcale nie musiał być efektem jej wejścia do Koalicji Europejskiej, został w istotnej części skompensowany przez wzrost poparcia dla niej w miastach. Można przypuszczać, że wynikał on głównie z wysokich miejsc kandydatów na listach wyborczych Koalicji Europejskiej, a nie z nagłego przypływu sympatii wyborców miejskich do PSL.

Po dziewiąte, do zwycięstwa w nadchodzących wyborach parlamentarnych opozycji potrzebna jest zmiana w preferencjach wyborczych, w tym przejęcie części wyborców PiS. Gdyby jej wygrana miała się opierać na zmianach preferencji wyłącznie w miastach, to odsetek głosów tam na nią oddawanych musiałby się zwiększyć z 44,7% do co najmniej 50,1%, tj. do poziomu zbliżonego do uzyskanego przez nią w miastach powyżej 200 tys. mieszkańców (50,4%). Taki wzrost poparcia w miastach dla opozycji wystarczyłby do jej zwycięstwa pod warunkiem, że byłby wynikiem spadku – o dokładnie takich samych rozmiarach – poparcia dla PiS. Musiałoby się ono zmniejszyć z 38,0% do 32,6%, tj. do poziomu zbliżonego do tego, który ta partia otrzymała w miastach powyżej 100 tys. mieszkańców. W innym skrajnym scenariuszu, tzn. przy braku jakiegokolwiek odpływu wyborców miejskich od PiS, wygrana pozycji wymagałaby wzrostu poparcia dla niej w miastach do 55,5%, tj. do poziomu zbliżonego do tego, który osiągnęła ona na Ursynowie (56,5%).

Gdyby natomiast wygrana opozycji miała się opierać na zmianach preferencji wyłącznie na wsi, to odsetek głosów tam na nią oddawanych musiałby wzrosnąć z 27,1% do co najmniej 36,9%, tzn. do poziomu nieco przekraczającego otrzymane przez nią w miastach od 10 do 50 tys. mieszkańców (35,7%). Taki wzrost poparcia na wsi dla opozycji wystarczyłby do jej zwycięstwa pod warunkiem, że byłby wynikiem spadku – o dokładnie takich samych rozmiarach – poparcia dla PiS. Musiałoby się ono zmniejszyć z 59,1 do 49,3%. Bez odebrania części wyborców wiejskich PiS niemożliwe jest oparcie zwycięstwa opozycji na zmianach preferencji wyborczych na wsi. Poparcie na wsi dla innych partii jest zbyt niskie i to o prawie połowę, żeby nawet jego całkowite przejęcie wystarczyło do wygranej opozycji.

Po dziesiąte, PiS jest do pokonania wszędzie – także poza dużymi miastami. Jednocześnie zwycięstwo opozycji nad PiS w dużych miastach wcale nie jest pewne. Ono również będzie wymagać od niej ciężkiej pracy w kampanii. Choć w powiatach, w których wygrał PiS, liczba mieszkańców była średnio wyraźnie niższa niż w powiatach, w których wygrała Koalicja Europejska (83 tys. vs. 138 tys.), to znalazły się wśród nich także całkiem duże miasta (np. Lublin, czy Radom). Z kolei, wśród powiatów, w których zwyciężyła KE, były i małe powiaty (np. powiat węgorzewski).

Wyniki wyborów europejskich są przez wielu interpretowane jako zwiastun porażki opozycji w nadchodzących wyborach parlamentarnych. Mam nadzieję, że i one okażą się zaskoczeniem – tym razem pozytywnym. Nic nie jest jeszcze rozstrzygnięte.


ANDRZEJ RZOŃCA

© ANDRZEJ RZOŃCA 2020