• @andrzej_rzonca

Praworządność to dobry interes


W poprzednim komentarzu pisałem o programie opozycji „Odpartyjnienia przedsiębiorstw”. Jest on jednym z jej dwunastu projektów mających służyć budowie nowego porządku gospodarczego. Celem jego budowy jest zapewnienie Polsce miejsce wśród 20 krajów najbardziej przyjaznych przedsiębiorczości. Ten komentarz chcę poświęcić czterem innym projektom z tej dwunastki. Są to: „Jedno prawo dla wszystkich”, „Mniej biurokracji”, „Stop legislacyjnemu tsunami” i „Nic o nas bez nas”.

W ramach projektu „Jedno prawo dla wszystkich” opozycja obiecuje przywrócić podział władzy i odpartyjnić prokuraturę, organa nadzorczo-kontrolne i instytucje publiczne. Ma to pozwolić przedsiębiorcom bez strachu rozwijać działalność gospodarczą. Zyskają oni stuprocentową pewność, że nikt arbitralnie nie odbierze im własności (albo ją zniszczy). Wyrównana zostanie konkurencja między przedsiębiorstwami o wyłącznie krajowej własności oraz firmami z udziałem kapitału zagranicznego, które mają dostęp do mechanizmu rozwiązywania sporów na podstawie umów międzynarodowych o wzajemnej ochronie inwestycji. O sukcesie albo porażce pomysłów biznesowych będą decydować klienci za pośrednictwem swoich portfeli, a nie dojścia (albo ich brak) do polityków rządzącej partii lub możliwości korzystania z zagranicznych jurysdykcji. Szerzej na temat zależności rozwoju od podziału władzy pisałem w komentarzu z 28 lipca 2017 r.

Opozycja zapowiada, że prawo stanie się jednakowe dla wszystkich. Układy z władzą przestaną chronić przed sprawiedliwością. Opozycja ma receptę na rozbicie lokalnych klik. Jej elementem będzie rozszerzenie procedury odwoławczej od odmowy wszczęcia śledztwa przez prokuraturę. Zarazem, każdy, kogo ta władza skrzywdziła, będzie mógł liczyć na zadośćuczynienie. Opozycja deklaruje, że ci, którzy dopuścili się nadużycia władzy, zostaną ukarani. Zapowiedź kary nie należy bynajmniej traktować jako żądzy odwetu na obecnej władzy. Ukaranie jej nadużyć jest warunkiem, żeby konstytucyjne zabezpieczenia obywateli przed despotyzmem i arbitralnością rządzących przestało być iluzoryczne. Tylko nieuchronność kary za łamanie prawa może odstraszać polityków przed powtórzeniem złych działań obecnej władzy. Inaczej owe zabezpieczenia prędzej, czy później staną się tylko fasadą – bez jakiegokolwiek praktycznego znaczenia.

Celem drugiego z projektów jest ograniczenie biurokracji. Opozycja zapowiada przyjęcie liczbowego celu redukcji kosztów administracyjnych ponoszonych przez przedsiębiorców. Obiecuje też uproszczenie systemu licencji. Wszędzie tam, gdzie to tylko możliwe, mają zastąpić je nieobowiązkowe certyfikaty, zaświadczające o jakości, ale nieograniczające swobody wyboru klienta. Jednocześnie opozycja chce umożliwić samorządom wojewódzkim dodatkowe łagodzenie – za zgodą obywateli – ciężarów biurokratycznych nakładanych na przedsiębiorców. Dzięki temu będzie powstawać więcej innowacji regulacyjnych, z których najlepsze będą się upowszechniać na zasadzie kopiowania najlepszych wzorców. Zarazem regulacje będą lepiej dostosowane do lokalnej specyfiki i preferencji mieszkańców. Ponadto, opozycja planuje wprowadzić przy stanowieniu prawa obowiązkową zasadę „2 za 1”: Przyjęcie każdej ustawy, nakładającej nowy obowiązek biurokratyczny na przedsiębiorców, będzie możliwe tylko wtedy, gdy usunięte zostaną dwa istniejące ograniczenia. Poza tym, opozycja chce rozszerzyć zakres umów, które będzie można zawierać na odległość, np. przez e-mail. W szczególności, obiecuje umożliwić zawieranie w ten sposób umów leasingu, który odgrywa istotną rolę w finansowaniu inwestycji małych i średnich przedsiębiorstw. Wreszcie, deklaruje wprowadzenie ułatwień w rozliczaniu projektów współfinansowanych ze środków Unii Europejskiej. Regulujące je wytyczne mają zostać złagodzone w szczególności w odniesieniu do firm, które nie muszą stosować prawa zamówień publicznych. Dzięki temu przedsiębiorcy będą mogli skoncentrować się na realizacji założonych celów, zamiast na kwestiach formalnych. Ostatnim elementem tego projektu jest budowa małej ale profesjonalnej administracji w miejsce istniejącej rozdętej. Na przykład o co najmniej połowę ma zmniejszyć się liczba ministrów, a administracja wojewodów przestać się dublować z marszałkowską.

Realizacja trzeciego projektu, skądinąd powiązanego z drugim, ma powstrzymać regulacyjne tsunami. O jego fatalnych skutkach pisałem w komentarzu z 25 sierpnia 2017 roku. Celem opozycji jest, aby Polska przestała być krajem o najbardziej chwiejnym i nieprzewidywalnym prawie. Według zamierzeń opozycji do 2025 roku znajdzie się wśród 15 krajów Unii Europejskiej, w których jest ono najbardziej stabilne. Do tego czasu liczba stron nowych ustaw i rozporządzeń wprowadzanych w pojedynczym roku ma spaść co najmniej czterokrotnie w porównaniu do 2016 roku, w którym uchwalono ich rekordowo dużo – ponad 32 tys.

W ramach tego projektu opozycja przewiduje następujące działania: Chce wprowadzenia regularnego przeglądu ustaw pod kątem realizacji celów zakładanych przy ich uchwalaniu. Ustawy, które nie realizują zakładanych celów, mają być uchylane. Zapowiada też przyjęcie nowego bardziej wymagającego mechanizmu oceny skutków przyjmowanego prawa. Oceny skutków regulacji będą miały charakter wariantowy. Odpowiednią ustawę kilkukrotnie usiłowała przepchnąć przez obecny parlament. Poza tym, deklaruje, że projekty rozporządzeń będą musiały być przygotowywane równolegle z ustawami. To ma ułatwić wychwytywanie luk i błędów w projektach ustaw przed ich wejściem w życie i radykalnie zmniejszyć liczbę nowelizacji. Obiecuje też, że wszystkie złożone zmiany prawa będą miały co najmniej półroczny okres vacatio legis, a zmiany porządkowe – 2 miesiące. Co najmniej półroczny okres vacatio legis będzie dotyczyć co do zasady wszystkich zmian podatkowych. Przewiduje ponowne uruchomienie prac komisji kodyfikacyjnych. Wreszcie, zapowiada, że regulacje unijne będą wprowadzane do prawa krajowego tylko w stopniu wymaganym przez Unię Europejską. Przestaną być wykorzystywane jako przykrywka do nadmiernej regulacji. Tabele zbieżności z minimalnymi wymogami UE mają być rzetelnie przygotowywane. Sprzyjać temu będzie ich konsultowanie i ocenianie przez organizacja pozarządowe. Ograniczeniu regulacji do minimum wymaganego przez Unię Europejską będą też służyć: aktywne uczestnictwo Polski w wypracowywaniu tych wymogów oraz wczesne rozpoczynanie procesu ich wprowadzania do prawa krajowego. Ministrowie zostaną zobowiązani do systematycznego przedstawiania informacji nt. regulacji UE do wprowadzenia do prawa krajowego.

Czwarty projekt nakłada ważne ograniczenie na poprzedni. Mianowicie ma on zapewnić przestrzeganie fundamentalnej zasady chroniącej interesy obywateli: nic o nas bez nas. Opozycja obiecuje przywrócić uczciwy dialog między państwem i obywatelami, bez którego nie zbuduje się ich zaufania do niego. Obywatele, w tym przedsiębiorcy, tylko w wyjątkowych przypadkach nie będą konsultowani przy uchwalaniu nowych ustaw. Dla porównania w ub. r. w przypadku 43% projektów ustaw byli całkowicie ignorowani, a w 50% przypadków władza pozorowała konsultacje (tzn. nie odpowiedziała na nadesłane opinie).

Żeby konsultacje nie były obchodzone, opozycja zapowiada objęcie nimi także poselskich projektów ustaw. Z kolei, aby przestały być fasadowe, projektodawca będzie miał obowiązek odniesienia się do uwag zgłoszonych podczas konsultacji. Ponadto, zaczną być one prowadzone również na etapie przed legislacyjnym. Częstsze mają stać się wysłuchania publiczne, podczas których będą ucierane sprzeczne interesy. Na etapie prac rządowych będzie mógł je zorganizować nie tylko projektodawca, ale i szef kancelarii premiera.

Podsumowując, cztery opisane wyżej projekty mają sprawić, że prawo stanie się jednakowe dla wszystkich, łatwe do zrozumienia, stabilne i znane obywatelom. Nadania mu takich cech jest warunkiem praworządności. Jej przywrócenie poprawi perspektywy rozwojowe naszego kraju. Bez niej będą się one tylko pogarszać.


ANDRZEJ RZOŃCA

© ANDRZEJ RZOŃCA 2020