• @andrzej_rzonca

Akcyzowa próba Senatu


Władza wstrzymała się ze zniesieniem limitu 30-krotności. Jej posłowie wycofali projekt ustawy z Sejmu. Wyglądało co prawda, że rząd wyręczy się lewicą. Ale tej łatwiej przychodzi mówienie, że ma jakiś projekt ustawy, niż jego faktyczne złożenie. W każdym razie na stronach sejmowych nie ma żadnej informacji o projekcie. Na szczęście, bo jak pisałem w poprzednim komentarzu likwidacja limitu 30-krotności byłaby uderzeniem w dobrze wynagradzanych pracowników i ich pracodawców, w dochody samorządów i finansowane przez nie usługi publiczne oraz we wpływy NFZ i nakłady na opiekę zdrowotną.

Wstrzymanie likwidacji limitu 30-krotności nie oznacza, że władza zarzuciła pomysł głębszego sięgnięcia do kieszeni podatników. Na pierwszy ogień poszła akcyza od używek. Ma wzrosnąć o 10%. W przypadku wyrobów tytoniowych będzie przy tym podwyższona nie tylko kwotowa część akcyzy, ale i procentowa. Projekt ten przeszedł przez trzy czytania w Sejmie w ciągu zaledwie trzech dni – od 19 do 21 listopada. Gdyby opozycja nie zdobyła większości w Senacie, to i izba wyższa parlamentu od razu pewnie „klepnęłaby” ustawę. Na szczęście legislacyjny pośpiech został powstrzymany. Ale zbliża się termin, do którego Senat musi wyrazić swoje stanowisko. Oby odrzucił projekt ustawy w całości. Ma ku temu co najmniej trzy dobre powody.

Akcyza od używek jest takim rodzajem podatku, który sam w sobie może przynieść pozytywne skutki. Podbija bowiem ceny dóbr, które szkodzą zdrowiu, a tym samym zniechęca do ich konsumowania lub przynajmniej zawęża możliwości ich nabywania. Zmniejszenie konsumpcji używek pomaga przy tym nie tylko ich konsumentom, ale i otoczeniu. Z używkami wiążą się ujemne efekty zewnętrzne, które akcyza może łagodzić. Na przykład papierosy szkodzą zdrowiu nie tylko palaczom, ale i ludziom, którzy sami nie palą, ale są zmuszeni wdychać dym z papierosów. Podobnie, alkoholizm szkodzi zdrowiu nie tylko osoby, która na niego cierpi, ale i jej bliskich, i to nawet jeśli wywiązuje się ona z wszelkich zobowiązań wobec nich i nie dopuszcza się żadnych uchybień, bo przecież nie jest im obojętne jej uzależnienie. Naraża też na szkody osoby postronne, bo nietrzeźwość sprzyja agresji i osłabia poczucie odpowiedzialności. Innym negatywnym efektem zewnętrznym są koszty leczenia chorób wywoływanych przez używki. Obciążają one wszystkich, a są bardzo wysokie.

Żeby jednak podwyżka akcyzy przyniosła pozytywne skutki musi mieć odpowiednią konstrukcję. Nie ma uzależnienia bez pierwszego razu. Stąd też, akcyza powinna podbijać ceny przede wszystkim najtańszych używek, bo to po nie sięga się na początku. Młodzi ludzie, decydując się na pierwsze piwo, wino, czy papierosa, nie sięgają na ogół po drogi produkt z górnej półki, a wybierają to, co jest dla nich najbardziej dostępne, czyli najtańsze. To oznacza, że akcyza powinna mieć charakter kwotowy lub przynajmniej to ta jej część powinna być podwyższana. Poza tym, podwyżka powinna być na tyle ograniczona, żeby nie skłonić konsumentów do poszukiwania dostępu do produktu z szarej strefy – tańszego, bo nieopodatkowanego. Konstrukcja podwyżki przyjętej przez Sejm nie ma ani jednej z tych cech. To pierwszy powód, dla którego Senat powinien odrzucić ten projekt.

Akcyza jest ważnym źródłem finansowania wydatków państwa. Jej podwyżka MOŻE mu ułatwić ich pokrycie. Żeby jednak tak się stało, nie może doprowadzić do rozrostu szarej strefy. Ale jej konstrukcja przyjęta przez Sejm tego nie gwarantuje. Przeciwnie, powiela błędy z lat 2011-2014, w których także podjęto próbę łatania budżetu przez skokową podwyżkę akcyzy (jakkolwiek nie aż tak silną). Wtedy, zamiast wpływy do budżetu, zwiększyła się szara strefa. W szczytowym momencie jej rozrostu pochodził z niej nawet co czwarty papieros. Od tamtej pory skurczyła się ona ponad dwukrotnie, na co pozwoliła stabilizacja cen. Senat nie powinien zapominać o tamtej lekcji, nawet jeśli ulotniła się ona z pamięci posłów. To drugi dobry powód do odrzucenia projektu.

Jest on tym bardziej zasadny, że władza nie przedstawiła celów, których realizację miałyby zapewnić dodatkowe wpływy. Można domniemywać, że na gwałt poszukuje pieniędzy, które hojną ręką rozdawała/obiecywała przed wyborami. Opozycja nie jest jednak od tego, żeby próbować spełniać obietnice rządu. Zresztą, nawet gdyby sama próbowała określić cele, na które powinny pójść dodatkowe dochody, to nie zostałyby one osiągnięte przy takiej konstrukcji podwyżki, bo te dodatkowe dochody pojawią się nie w budżecie, ale w szarej strefie.

Senatorzy muszą też pamiętać, że art. 42, ust. 2 Ustawy o finansach publicznych zakazuje przypisywania poszczególnych dochodów budżetu państwa do jego konkretnych wydatków. Nie przystoi im zapominanie o przepisach prawa, co nie powinno uchodzić i posłom, nawet jeśli dopiero co zasiedli w parlamencie i dopiero uczą się poruszania w jego granicach. Jeżeliby Senat chciał powrócić do pomysłu Platformy Obywatelskiej z 2017 roku i rozpocząć proces przekierowania wpływów z akcyzy od używek na ochronę zdrowia, to powinien złożyć projekt OSOBNEJ ustawy, na mocy której stopniowo przestawałyby być one dochodem budżetu państwa i stawałyby się źródłem dochodów Narodowego Funduszu Zdrowia (lub powstałych w jego miejsce płatników). Skądinąd, w ten sposób zagwarantowano by realizację (i to z okładem) Ustawy przyjętej przez poprzedni parlament przewidującej wzrost nakładów na ochronę zdrowia do 6% PKB. Jednocześnie, zatrzymano by powrót do PRL w ochronie zdrowia, tzn. do finansowaniu jej z budżetu – po partyjnym uważaniu, a nie za wykonane procedury na warunkach korzystniejszych od oferowanych przez konkurencję. Ale tych celów – powtórzę – nie da się w zgodzie z prawem zrealizować wrzutką do nowelizacji ustawy o podatku akcyzowym, która miałaby „znakować” z niego wpływy. To nie ta ustawa, i nie w taki sposób powinna być nowelizowana.

I tak dotarliśmy do trzeciego, zasadniczego powodu, dla którego Senat powinien odrzucić forsowaną przez władzę podwyżkę akcyzy. Za chwilę mamy grudzień, ustawa jeszcze nie została przyjęta, a rząd chce, żeby weszła w życie z początkiem przyszłego roku. Praktyczny brak vacatio legis jest sprzeczny z Konstytucją i nie może być poparty przez Senat, jeśli chce być uważany za izbę refleksji. Podatnicy muszą mieć czas na przygotowanie się do zmian w prawie. Nie mogą być nimi zaskakiwani. Tymczasem, jak twierdzą producenci używek, władza w ogóle tych zmian z nimi nie konsultowała. Projekt jest też sprzeczny z jej wcześniejszymi zapowiedziami, że akcyza będzie indeksowana o 3% rocznie.

Opozycja obiecywała przed wyborami, że wprowadzi wymóg co najmniej półrocznego vacatio legis w przypadku zmian podatkowych i będzie pilnować, żeby konsultacje społeczne przestały być tylko fasadą. I jedna, i druga obietnica wyklucza jakąkolwiek pracę w Senacie nad projektem przyjętym przez Sejm. Trzeba go odrzucić. Jeśli senatorowie uważają, że zmiany w akcyzie są potrzebne, to muszą przygotować własny projekt ustawy – zgodny z zasadami praworządności. Będą mieli na to pół roku, żeby zmiany mogły wejść w życie z początkiem 2021 roku.

Dzięki zwycięstwu w wyborach do Senatu, opozycja zyskała możliwość pilnowania zasad, a nie tylko mówienia o nich. Oby z tej możliwości korzystała.


ANDRZEJ RZOŃCA

© ANDRZEJ RZOŃCA 2020