• @andrzej_rzonca

Przygnębiające prognozy, czyli powrót do przeszłości


Zbliża się Nowy Rok, a więc czas, który zachęca do odkreślenia przeszłości i spojrzenia w przód. Chciałoby się, żeby napawało ono optymizmem. Ale im dalej w przyszłość się sięga, tym trudniej o optymizm – w każdym razie jeśli chodzi o wzrost polskiej gospodarki. Jego wieloletnie prognozy są przygnębiające. Przewidują pogłębiające się spowolnienie.

Według Komisji Europejskiej przeciętne roczne tempo wzrostu PKB w Polsce w latach 2020-2050 wyniesie 1,6%, w tym 2,3% w latach 2020-2030, 1,6% w latach 2030-2040 i 1,0% w latach 2040-2050. OECD jest jeszcze bardziej pesymistyczne. Prognozuje, że w latach 2020-2050 wyniesie ono 1,3% rocznie, w tym 2,0% w latach 2020-2030, 1,3% w latach 2030-2040 i 0,6% w latach 2040-2050. W efekcie, w latach 2020-2050 polska gospodarka urośnie o 47,5%, czyli mniej więcej o tyle, o ile w poprzednich 30 latach rosła w ciągu dekady.

Spowolnienie wzrostu PKB na mieszkańca będzie nieco płytsze – za sprawą zmniejszającej się liczby mieszkańców naszego kraju. Nie ma więc specjalnie z czego się cieszyć. Łącznie w latach 2020-2050 ich liczba spadnie o 9,4%, w tym o 1,8% w latach 2020-2030, 3,7% w latach 2030-2040 i o 4,1% w latach 2040-2050. Przeciętne roczne tempo jej spadku w całym okresie wyniesie ponad 0,3%. Tylko w 5 krajach OECD spadek ten będzie głębszy (na Litwie, Łotwie, w Japonii, Portugalii i Grecji). W rezultacie, przeciętna dynamika PKB na mieszkańca wyniesie 2% rocznie według Komisji Europejskiej oraz 1,8% według OECD. Dla porównania, w poprzednich trzydziestu latach PKB na mieszkańca Polski zwiększał się w przeciętnym tempie przekraczającym 3,3% rocznie.

W świetle tych prognoz Polska będzie zmniejszała dystans dzielący ją pod względem dochodu na mieszkańca od Niemiec, czy Stanów Zjednoczonych jeszcze tylko przez ok. 15-20 lat. W późniejszych latach doganianie ustanie, a następnie może rozpocząć się proces ponownej dywergencji. Byłby to powrót do smutnej przeszłości. Luka rozwojowa wobec Niemiec narastała w Polsce niemal nieprzerwanie od XVII wieku aż do 1989 roku. Komisja Europejska szacuje, że najwyższy poziom PKB na mieszkańca względem Niemiec osiągniemy w 2040 roku i wyniesie on prawie 80%. OECD jest bardziej pesymistyczna i ocenia, że w 2035 roku wyniesie on 73%, po czym zacznie stopniowo się obniżać (na koniec horyzontu prognozy spadnie poniżej 70%). Z prognoz obu organizacji wynika, że PKB na mieszkańca w naszym kraju w porównaniu do Stanów Zjednoczonych osiągnie maksymalnie nieco ponad 60% (wobec 50% obecnie).

Polska nie dogoni pod względem dochodu na mieszkańca i – w efekcie – jakości życia nie tylko najbogatszych krajów Zachodu, ale i innych krajów członkowskich Unii Europejskiej i OECD. Nasz kraj ma 7. najniższy dochód na mieszkańca w Unii Europejskiej. Niższy jest on tylko w Bułgarii, Chorwacji, Rumunii, Grecji, na Łotwie i Węgrzech. Według prognoz Komisji Europejskiej w 2050 roku Polska będzie 9. najbiedniejszym krajem UE. Wśród 36 państw OECD nasz kraj ma 7. najniższy PKB na mieszkańca. Niższy mają tylko Meksyk, Chile, Grecja, Łotwa, Turcja, i Węgry. Według prognoz OECD do 2050 roku staniemy się 4. najbiedniejszym krajem OECD. Będziemy wyprzedzać tylko Meksyk, Chile i Grecję. Nawet Turcja, czy Węgry będą miała wyższy dochód na mieszkańca niż nasz kraj.

Wieloletnie prognozy wzrostu gospodarczego dla Polski zostały sporządzone przy założeniu braku zmian w polityce gospodarczej. Wynika z nich, że działające w naszym kraju instytucje napędowe i implikowany przez nie poziom wolności gospodarczej czy praworządności nie wystarczą, żeby Polska mogła dogonić pod względem dochodu na mieszkańca i – w efekcie – jakości życia najbogatsze kraje Zachodu. Do kluczowych instytucji napędowych w świetle szerokiej literatury dotyczącej wzrostu gospodarczego należą: natężenie konkurencji między dostawcami; udział państwa we własności przedsiębiorstw; struktura praw własności, w tym zwłaszcza stopień swobody prywatnej przedsiębiorczości; poziom ochrony prywatnych praw własności, w tym wysokość i stabilność podatków; oraz pozycja fiskalna państwa, zależna głównie od wysokości wydatków socjalnych w relacji do PKB. Wraz z przybliżaniem się do granicy technologicznej zawężają się możliwości prostego kopiowania technologii i rozwiązań organizacyjnych z krajów wyżej rozwiniętych. Efektywny transfer technologii z zagranicy wymaga instytucji napędowych coraz mniej odstających od tych, które funkcjonują w krajach na granicy technologicznej. Ponadto, na dynamikę wzrostu polskiej gospodarki będzie ujemnie oddziaływać szybkie starzenie się polskiego społeczeństwa skutkujące szybszym zmniejszaniem się liczby osób w wieku produkcyjnym niż liczby mieszkańców.

Szerzej na temat determinantów wzrostu polskiej gospodarki w nadchodzących dekadach napiszę w trzech kolejnych komentarzach. Niemniej już dziś wspomnę o jednym czynniku, który silnie negatywnie waży na perspektywach rozwojowych naszego kraju. Jest nim obniżenie wieku emerytalnego. Do 2050 roku zmniejszy ono dochód na mieszkańca o co najmniej 5-7%. Dolna granica tego przedziału pochodzi z OSR ustawy podnoszącej wiek emerytalny, a górna z analizy GRAPE skutków obniżenia wieku emerytalnego. W szacunkach tych wzięto pod uwagę tylko skutki spadku liczby pracujących. Nie uwzględniono natomiast ryzyka powrotu do systemu emerytalnego ze zdefiniowanym świadczeniem. Powrót taki prowadziłby do silnego zwiększenia obciążeń fiskalnych, co ujemnie oddziaływałoby zarówno na liczbę pracujących, jak i inwestycje.

Pierwszy z tych szacunków powinien być znany osobom, które doprowadziły do obniżenia wieku emerytalnego, zanim obiecały tę złą zmianę w kampanii wyborczej, a później ją przeprowadziły. Najwyraźniej jednak wyceniły władzę wyżej niż na 5% PKB. O tym, jak wysoko sobie ją cenią, i jak nie dbają o przyszłość Polski, nie wolno zapomnieć. Zwłaszcza w nadchodzących wyborach.


ANDRZEJ RZOŃCA

© ANDRZEJ RZOŃCA 2020