• @andrzej_rzonca

Jak silnie przyhamuje wzrost produktywności?


Podstawowym źródłem głębokiego spowolnienia wzrostu polskiej gospodarki w nadchodzących dekadach, które prognozują organizacje międzynarodowe, ma być spadek liczby pracujących. Pisałem o tym przed dwoma tygodniami. Ale znikająca praca nie jest jedynym źródłem spodziewanego spowolnienia. Na wzroście zaciąży też słabsza dynamika produktywności. Tą determinantą wzrostu zajmuję się w tym komentarzu.

Szybkie tempo wzrostu produktywności było głównym źródłem redukowania luki w dochodzie na mieszkańca wobec Niemiec w latach 1990 – tych. Jednak w późniejszym okresie tempo to stopniowo spowalniało, zbliżając się do (a przejściowo spadając nawet poniżej) dynamiki obserwowanej w Niemczech. Jego ponowne przyspieszenie nastąpiło po 2015 roku – za sprawą dwóch czynników, z których jeden jest przejściowy, a drugi zawyża szacunki wzrostu produktywności. Przejściowym czynnikiem jest ożywienie wzrostu gospodarki wynikające z cyklicznej poprawy koniunktury za granicą. Czynnikiem zawyżającym wzrost produktywności są trudności z oszacowaniem napływu pracowników z zagranicy, zwłaszcza ze Wschodu, które skutkują zaniżeniem wkładu nakładów pracy do wzrostu gospodarczego. Zaniżenie tego wkładu automatycznie zawyża szacunki wzrostu produktywności, które odpowiadają części wzrostu gospodarki niewyjaśnianej przez nakłady pracy i kapitału.

Spowolnienie wzrostu produktywności w Polsce jest spodziewane zarówno przez OECD, jak i Komisję Europejską. Według OECD nastąpi ono szybko. Przeciętny roczny wkład produktywności do wzrostu PKB obniży się z 1,5 pkt proc. w latach 2020-2030 do 1,3 pkt proc. w latach 2030-2040 i 2040-2050. W całym okresie wyniesie 1,4 pkt proc. Według Komisji Europejskiej spowolnienie to będzie nieco bardziej stopniowe i zacznie się dopiero po 2025 roku. Przeciętny roczny wkład produktywności do wzrostu PKB w latach 2020-2050 ma wynieść 1,5 pkt proc., w tym 1,6 pkt proc. w latach 2020-2030, 1,5 pkt proc. w latach 2030-2040 i 1,3 pkt proc. w latach 2040 i 2050. Aż do 2050 roku wzrost produktywności ma być czynnikiem podtrzymującym konwergencję dochodu na mieszkańca między naszym krajem a Niemcami, jakkolwiek coraz słabiej.

Skalę spadku dynamiki produktywności w naszym kraju przewidywaną przez OECD i Komisję Europejską można uznać za umiarkowaną, jeśli zestawić te prognozy z przeszłym poziomem tej dynamiki. W zależności od źródła danych przeciętny roczny wkład wzrostu produktywności w poprzednich 20 latach wynosił od 1,2 do 2,0 pkt proc. Dolny szacunek tego przedziału jest więc nawet niższy niż poziom, do którego wkład ten ma się obniżyć w horyzoncie 2050 roku według OECD i KE. Tymczasem, zarówno teoria, jak i doświadczenie międzynarodowe wskazują, że wraz ze zbliżaniem się do granicy technologicznej tempo to powinno słabnąć.

Wysokie tempo wzrostu produktywności w pierwszej dekadzie transformacji gospodarczej w Polsce, jak również jego późniejsze hamowanie wskazują na duży udział szczególnych mechanizmów wzrostu w dotychczasowym szybkim wzroście polskiej gospodarki (na czym polegają te mechanizmy wyjaśniałem w komentarzu sprzed 2 tygodni). Do tej pory wzrost produktywności był w dużej części wynikiem przepływu pracowników i kapitału od sektorów o niskiej wydajności, w szczególności z rolnictwa, do sektorów, w których jest ona wysoka, tzn. do usług rynkowych, a w latach dwutysięcznych także do przemysłu. Od połowy lat dziewięćdziesiątych odsetek pracujących w rolnictwie spadł z 27% w okolice 10%. Odpływ pracowników z rolnictwa do innych sektorów nie tylko skokowo zwiększał ich wydajność. Przyczyniał się również do wzrostu produktywności w samym rolnictwie, którego tempo ustępowało tam jedynie dynamice produktywności w przemyśle.

Przestrzeń do wzrostu produktywności poprzez zmianę struktury sektorowej polskiej gospodarki mocno się zawęziła. Odsetek zatrudnionych w usługach rynkowych jest co prawda wciąż o 7 pkt proc. niższy od średniej dla Unii Europejskiej, ale za to przemysł, w którym produktywność jest u nas podobna do produktywności w usługach rynkowych, ma o 5 pkt proc. wyższy udział w zatrudnieniu niż przeciętnie w UE. Wykorzystanie tej przestrzeni jest utrudniane przez subsydiowanie przez państwo sektorów o niskiej produktywności, w szczególności (ale nie wyłącznie) rolnictwa (dotacje do KRUS, środki z UE, preferencje podatkowe).

Przyszły wzrost produktywności w gospodarce będzie zapewne rezultatem głównie wzrostu produktywności wewnątrz poszczególnych sektorów, a nie przepływów między sektorami (jakkolwiek rewolucja informatyczna może wymusić takie przepływy). Żeby zmniejszenie intensywności przepływów między sektorami nie obniżyło dynamiki produktywności, musiałaby wyraźnie szybciej zacząć rosnąć produktywność w największym sektorze, czyli w usługach rynkowych. W poprzednich dwudziestu latach rosła ona w nim w tempie niewiele przekraczającym 1% rocznie. Musiałoby też utrzymać się wysokie tempo wzrostu produktywności w przemyśle i rolnictwie.

Wzrost produktywności powinna ułatwiać rewolucja informacyjna. Pozwala ona na kopiowanie i adaptowanie rozwiązań bez fizycznej obecności w miejscach, w których je opracowano i przetestowano.

Jednocześnie pole do prostej i mocno niedoskonałej imitacji zawęziło się (i będzie się zawężać) na skutek zmniejszania różnicy w produktywności między polskimi przedsiębiorstwami a światową granicą technologiczną. Rodzime wynalazki nie staną się raczej nigdy głównym źródłem innowacji w naszym kraju i to nawet gdyby ich udział w wynalazkach możliwych do wykorzystania stał się kilkukrotnie większy od udziału polskiej gospodarki w światowym PKB (który jest niższy od 1%). Niemniej od krajowej działalności badawczo rozwojowej będzie w rosnącym stopniu zależeć nasza zdolność do adaptacji coraz bardziej zaawansowanych zagranicznych technologii. Jeśli stan tej działalności się nie poprawi, może stać się ona barierą wzrostu.

Przyspieszenie wzrostu produktywności wewnątrz sektorów może się dokonać poprzez zmianę struktury polskich przedsiębiorstw pod względem wielkości. Produktywność w polskich przedsiębiorstwach najbardziej odstaje od produktywności na Zachodzie w przypadku mikroprzedsiębiorstw. Jednocześnie dużo wyższa przeciętna produktywność poza mikroprzedsiębiorstwami maskuje istotne zróżnicowanie. W tej grupie podmiotów jest ona o prawie połowę wyższa w firmach z udziałem kapitału zagranicznego niż w przedsiębiorstwach z udziałem wyłącznie krajowym. Tak znacząca różnica wskazuje na ważną rolę bezpośrednich inwestycji zagranicznych w transferze technologii z zagranicy, który jest zasadniczym źródłem wzrostu produktywności we wszystkich małych gospodarkach (bez względu na ich zaawansowanie) i odpowiada za nawet 90% postępu technicznego w krajach nadganiających (takich jak Polska). Inwestycje te podnoszą przy tym produktywność w gospodarce nie tylko bezpośrednio, ale i pośrednio: przenoszą wiedzę o nowych technologiach poprzez przepływy pracowników pomiędzy przedsiębiorstwami z kapitałem zagranicznym i krajowym oraz dzięki kooperacji między tymi grupami firm.

Do wzrostu przeciętnego rozmiaru firm potrzebna jest presja konkurencyjna, która zmuszałaby słabe firmy do rozwoju albo je eliminowała. Zmniejszanie się luki w produktywności między Polską a Zachodem osłabia presję konkurencyjną z zagranicy, na którą Polska otwarła się na początku transformacji i którą wzmocniło przystąpienie do Unii Europejskiej. O dużym znaczeniu tej presji dla wzrostu produktywności świadczy jego dużo wyższe tempo w przemyśle niż w pozostałej części gospodarki, słabiej powiązanej z zagranicą niż przemysł. Żeby produktywność rosła w podobnym tempie co dotychczas, osłabienie presji konkurencyjnej z zagranicy musiałoby zostać skompensowane wzrostem natężenia konkurencji w kraju. Wzrost ten zarazem podniósłby znaczenie presji konkurencyjnej z zagranicy. Gdyby bowiem prowadzenie działalności niewystawionej na konkurencję z zagranicy przestało być sposobem na unikanie konkurencji, to osłabłyby bodźce do rozwijania takich rodzajów działalności.

Podsumowując, przewidywane w wieloletnich prognozach utrzymanie dynamiki produktywności powyżej tempa jej wzrostu na granicy technologicznej można traktować jako optymistyczne przy założeniu braku zmian w polityce gospodarczej, które wzmocniłyby instytucje napędowe. Bez takiego wzmocnienia luka nie tylko w PKB na mieszkańca, ale i w produktywności wobec krajów najzamożniejszych może przestać się zmniejszać. To z kolei obniży opłacalność inwestowania, co dodatkowo spowolni wzrost gospodarczy. O wpływie nakładów kapitału (którego źródłem są inwestycje) na wzrost napiszę w następnym komentarzu – za 2 tygodnie.


ANDRZEJ RZOŃCA

© ANDRZEJ RZOŃCA 2020