• @andrzej_rzonca

Kłamstwo o budżecie bez deficytu


W projekcie ustawy budżetowej na 2020 rok założono, że budżet państwa będzie bez deficytu. Opinia publiczna jest tą informacją bombardowana od września ubiegłego roku. Ale to tylko chwyt propagandowy.

Gdyby budżet był rzeczywiście bez deficytu, to jego wydatki musiałyby w pełni być pokryte z dochodów. Innymi słowy, w żadnej części nie mogłyby być finansowane dodatkowym długiem. Tymczasem, niby budżet ma być bez deficytu, ale jego potrzeby pożyczkowe netto nie będą zerowe. Mają – według rządu – wynieść 23,5 mld zł i być wyższe niż w 2019 roku. Rząd szacuje, że w ubiegłym roku wyniosły one 12,6 mld zł. Jakkolwiek trzeba zauważyć, że w Ustawie budżetowej na 2019 rok przewidziano je na dużo wyższym poziomie (46,0 mld zł). Mimo że do redukcji potrzeb pożyczkowych w zeszłym roku w stosunku do planu przyczyniło się ograniczenie płynności sektora finansów publicznych (o 14 mld zł), to nie było ono jej jedynym źródłem. Rząd szacuje wykonanie deficytu budżetu państwa w 2019 roku na poziomie 14,4 mld zł wobec 28,5 mld zł założonych w ustawie budżetowej, mimo niezrealizowania dochodów z uszczelnienia VAT planowanych na 4 mld zł. Budżet znowu skorzystał na wzroście gospodarki. Jednak okazał się on już tylko nieznacznie szybszy od założeń. Wyniósł 4,0% wobec 3,8% przewidywanych w ustawie budżetowej. Tłuste lata już za nami. Tylko rząd tego nie chce dostrzec i upiera się przy swoich prognozach z połowy ubiegłego roku.

To, że budżet bez deficytu jest jedynie chwytem propagandowym, wyraźnie widać, gdy spojrzy się na cały sektor finansów publicznych (którego budżet państwa jest częścią). Według metodyki Eurostatu deficyt w finansach publicznych ma wynieść 28,5 mld zł (1,2% PKB), a po wyeliminowaniu czynników jednorazowych, tzn. dochodów z opłaty z tytułu przekształcenia rachunków w Otwartych Funduszach Emerytalnych na Indywidualne Konta Emerytalne oraz dodatkowych wpływów ze sprzedaży uprawnień do emisji CO2, 52,2 mld zł (2,2% PKB). W obu ujęciach będzie więc wyższy od średniookresowego celu budżetowego (MTO), mimo że ledwie w połowie 2018 roku minęliśmy szczyt cyklu koniunktury (w którym saldo powinno być dużo lepsze od MTO). W porównaniu do projektu ustawy budżetowej z sierpnia (w którym jeszcze zakładano deficyt budżetu państwa w 2020 roku) deficyt w całych finansach publicznych urósł o prawie 25 mld zł. Jednocześnie od września zrewidowano w dół przewidywania odnośnie do deficytu w finansach samorządów.

Komisja Europejska prognozuje dużo niższy deficyt w finansach publicznych w br. niż rząd (5,9 mld zł, tj. 0,2% PKB). Rozbieżność ta wynika z faktu, że KE w swoich prognozach bazuje na wspomnianym projekcie ustawy budżetowej z września, w którym rząd zakładał mniejsze wydatki publiczne, jak również silniejsze zwiększenie ciężarów podatkowych (w szczególności likwidację limitu podstawy wymiaru składek emerytalno-rentowych, który jest równy trzydziestokrotności przeciętnego wynagrodzenia prognozowanego przez rząd na dany rok).

Deficyt w finansach publicznych odpowiadający założeniom budżetu będzie 7. najwyższym w Unii Europejskiej, a jeśli wyłączyć działania jednorazowe, 4. najwyższym. Wśród nowych krajów członkowskich UE większy będzie już tylko w Rumunii (o 1,2% PKB). W dwóch pozostałych krajach UE sytuujących się wyżej niż Polska w tym niechlubnym rankingu deficyt ma być większy niż u nas o zaledwie 0,1% PKB.

W br. deficyt w całej UE ma się zwiększyć, ale tylko śladowo – o 0,1% PKB. U nas ten przyrost ma być – według planów rządu – nieco większy i wynieść 0,2% PKB. Jednak po wyłączeniu czynników jednorazowych będzie już dużo większy – sięgnie 1,2% PKB. Warto przypomnieć, że jeszcze w kwietniu w Wieloletnim Planie Finansowym Państwa (Aktualizacji programu konwergencji) rząd zakładał, że w br. w finansach publicznych pojawi się nadwyżka – na poziomie 0,3% PKB – jak w 14 krajach UE.

Deficyt w finansach publicznych będzie jednak o wiele większy niż zakłada rząd, bo ich zły stan przestanie być maskowany przez dobrą koniunkturę. Nie ma najmniejszych szans na to, żeby dynamika PKB w br. wyniosła 3,7%, czyli tyle, ile założył rząd konstruując budżet na bieżący rok. Od jesieni zeszłego roku prognozy tempa wzrostu PKB w naszym kraju są systematycznie rewidowane w dół. Jednocześnie można oczekiwać dalszego ich obniżania i to głębokiego – chociażby ze względu na uzależnienie polskiej gospodarki od wyników sektora eksportowego. W ostatnich dziesięciu latach krajowa wartość dodana wytworzona na zaspokojenie popytu zewnętrznego odpowiadała za ponad dwie trzecie wzrostu PKB w naszym kraju. Ubiegły rok był pierwszym, w którym ten wkład spadł poniżej połowy, co natychmiast obniżyło dynamikę PKB. Rozszerzająca się epidemia koronawirusa, nawet gdyby jakimś cudem dalej oszczędzała Polskę – w co wierzy już chyba tylko rząd, pogorszy koniunkturę w gospodarce światowej, która w świetle wcześniejszych prognoz miała się w br. już nie pogarszać.

OECD jako pierwsza organizacja międzynarodowa zrewidowała w dół swoją prognozę z jesieni wzrostu w gospodarce światowej – o 0,5 pkt proc. Ten szacunek opiera się jednak na założeniu, że epidemia nie rozleje się na inne kraje niż Chiny. Założenie to jest już nieaktualne. Od 24 lutego liczba nowych zachorowań poza Chinami jest wyższa niż w Chinach (wczoraj odnotowano 143 nowe przypadki zachorowań w Chinach i 2055 przypadków poza Chinami – w 33 krajach). Realizuje się więc scenariusz pesymistyczny, który w ocenie OECD osłabi wzrost w gospodarce światowej o 1,5 pkt proc. Obawiam się jednak, że będzie dużo gorzej.

Wchodzimy w te turbulencje zupełnie nieprzygotowani – na skutek beztroskiej konsumpcji w tłustych latach. Owo nieprzygotowanie jest przykrywane kłamstwem o budżecie bez deficytu. Już wkrótce zostanie ono boleśnie obnażone.


ANDRZEJ RZOŃCA

© ANDRZEJ RZOŃCA 2020