• @andrzej_rzonca

Co zawdzięczamy Unii Europejskiej?


Za nami najostrzejsza kampania wyborcza. Jakkolwiek ostatnie wybory nie sposób uznać za demokratyczne, nie zmienia to faktu, że wygrał je – i to ponownie – prezydent, dla którego Unia Europejska to „wyimaginowana wspólnota”. Jeśli nie chcemy pewnego dnia obudzić się poza Unią, warto przypominać, co jej zawdzięczamy.


Ograniczę się w tym komentarzu do spraw gospodarczych, choć członkostwo w UE przynosi nam korzyści w wielu innych sferach. W szczególności jest żywotnie istotne dla naszego bezpieczeństwa i praworządności. Wymieniam akurat te sfery, bo bez bezpieczeństwa i praworządności trudno w ogóle myśleć o rozwoju. W każdym razie nie da się bez nich dogonić najzamożniejszych krajów Zachodu.

Integracja europejska jest ważną siłą napędową modernizacji Polski. PKB na mieszkańca w naszym kraju (po uwzględnieniu różnicy w poziomie cen) podniósł się z 41,3% poziomu w Niemczech w 2003 roku (czyli roku poprzedzającym przystąpienie Polski do UE) do 63,3% w 2019 roku. Warto nadmienić, że nie tylko Polska, ale i pozostałe nowe kraje członkowskie, w tym te, które jak Chorwacja, Słowenia, czy Węgry, osiągnęły najgorsze wyniki gospodarcze, zmniejszyły dystans pod względem PKB na mieszkańca wobec Zachodu po przystąpieniu do UE.

Integracja europejska przede wszystkim wzmocniła więzy handlowe Polski z krajami UE, których udział w polskim eksporcie utrzymuje się na poziomie prawie 80% (dane dotyczące eksportu towarów). Zapewniła naszemu krajowi swobodny dostęp do jednej piątej dóbr wytwarzanych na świecie (taki jest mniej więcej udział UE w globalnej produkcji), poprawiła dostęp do innych rynków oraz zmniejszyła ryzyko wprowadzenia utrudnień w wymianie handlowej. To w dużym stopniu za sprawą członkostwa w UE polski eksport (w cenach stałych) zwiększył się w latach 2004-2019 ponad trzykrotnie (o 207%). Jego udział w PKB wzrósł z 33,4% w 2003 roku do 55,8% w 2019 roku. Polska stała się np. piątym partnerem handlowym Niemiec. Nasz eksport rósł nie tylko szybciej niż PKB, ale także niż import. W efekcie, eksport netto (różnica między eksportem a importem) poprawił się z minus 2,7% PKB w 2013 roku do 5,3% PKB w 2019 roku, zwiększając naszą odporność na wstrząsy zewnętrzne. Na poprawę tę złożyło się przejście od deficytu w wymianie towarowej w wysokości 6,6% PKB do nadwyżki na poziomie 0,3% PKB oraz wzrost nadwyżki w handlu usługami z 4,0 do 5,0% PKB.

Poza tym, członkostwo w UE mocno utrudniło subsydiowanie nierentownych przedsiębiorstw i (choć w mniejszym stopniu) tworzenie państwowych monopoli. Znaczenie tego czynnika powinno wzrosnąć po ustąpieniu pandemii, która, z jednej strony, wymusiła czasowe złagodzenie unijnych zasad pomocy publicznej, a z drugiej strony, dodatkowo osłabiła spółki z udziałem Skarbu Państwa drenowane przez partyjnych aparatczyków. Kiedy UE przywróci zasady pomocy publicznej, wyschnie rzeka pieniędzy podatników, które teraz zasilają nieefektywne państwowe molochy kosztem rozwoju prywatnej konkurencji. Spowolniona zostanie dalsza etatyzacja polskiej gospodarki, która musi źle się skończyć. Polska na własnej skórze już raz boleśnie się przekonała, że nie da się zbudować pomyślności kraju na własności państwowej. Mimo to, zamiast poszerzać zakres własności prywatnej i rynku, obecny rząd go ogranicza.

Pozytywną rolę w modernizacji Polski odegrały także fundusze strukturalne, których nasz kraj stał się największym odbiorcą w UE. Dzięki funduszom strukturalnym zrealizowano u nas dotychczas prawie 260 tys. projektów o łącznej wartości blisko 1,1 bln zł, z czego około 60% stanowiło dofinansowanie z UE. Warto przypominać te liczby, bo przed rządem ostateczne negocjacje w sprawie kolejnych wieloletnich ram finansowych UE, jak również dodatkowych funduszy na walkę ze skutkami pandemii. Premier Marcinkiewicz wynegocjował dla Polski udział w unijnym budżecie na lata 2007-2013 na poziomie 10,2%. Premier Tusk zwiększył go w budżecie na lata 2014-2020 do 11%. Premier Morawiecki w trakcie kampanii wyborczej prezydenta Dudy szumnie ogłosił co prawda, że on już wynegocjował więcej, ale to tylko kolejne z jego kłamstw. Ile faktycznie wynegocjuje? O tym przekonamy się już niebawem.

Napływ funduszy unijnych złagodził negatywne skutki załamania się handlu międzynarodowego i przepływów bezpośrednich inwestycji zagranicznych na świecie po wybuchu globalnego kryzysu finansowego. Podobną rolę ma szanse odegrać obecnie, jeśli tylko rząd będzie potrafił sprawnie zagospodarować pomoc, którą zaoferowała Polsce Komisja Europejska.

Głównie jednak fundusze te pozwoliły zmodernizować infrastrukturę. W szczególności, w ramach perspektywy finansowej na lata 2007-2013 wybudowano 12 005 km autostrad, dróg ekspresowych, krajowych, wojewódzkich, powiatowych i gminnych, a w ramach perspektywy na lata 2014-2020 kolejne 2724 km. Zmodernizowana infrastruktura ułatwiła rozwój eksportu. Stała się też czynnikiem zachęcającym zagraniczne firmy do inwestowania w naszym kraju. Przedsiębiorcy przestali wskazywać infrastrukturę jako znaczącą barierę dla rozwijania działalności gospodarczej.

Teraz fundusze unijne mogą wydatnie pomóc w rozwiązaniu kolejnych polskich bolączek, w tym zwłaszcza w zastąpieniu brudnej energii zieloną. Komisja Europejska zaproponowała, żeby do 10 mld euro zaplanowanych na tę chwilę na Fundusz Sprawiedliwej Transformacji w ramach wieloletnich ram finansowych na lata 2021-2027 dodać kolejne 30 mld euro w ramach funduszy na walkę ze skutkami pandemii. Jednocześnie podział tych środków między kraje ma bazować przede wszystkim na znaczeniu, w tym wielkości zatrudnienia, sektorów związanych z górnictwem i emisją CO2. Przy takim podziale do Polski trafiłoby co trzecie euro z tej puli.

W trakcie kampanii wyborczej prezydent zaczął wycofywać się rakiem z ataków na Unię Europejską. Poczuł, że przestały mu one przysparzać głosów. Dopóki rządzą nami zupełnie zdemoralizowani politycy, gotowi poświęcić najżywotniejszy interes Polski, musimy dbać o to, żeby nie opłacało im się grać kartą anty-unijną. Bo dla władzy są oni zdolni poświęcić wszystko.

ANDRZEJ RZOŃCA

© ANDRZEJ RZOŃCA 2020