• @andrzej_rzonca

Dlaczego organizacje międzynarodowe nie wierzą w V-kształtne odbicie po pandemii w Polsce?



Nasz kraj ma szczególne powody, aby „zrobić, co się tylko da”, żeby odbicie po pandemii było możliwie dynamiczne. Wciąż należy on do najbiedniejszych w Unii Europejskiej, pomimo znaczącego zawężenia luki rozwojowej wobec Niemiec po 1990 roku. Niska stopa oszczędności wskazuje zaś na niezaspokojone aspiracje konsumpcyjne polskiego społeczeństwa. Ani wciąż istotna różnica w poziomie dochodu na mieszkańca, ani te aspiracje nie gwarantują jednak dalszej konwergencji. Ostrzeżeniem powinny być dla nas doświadczenia takich krajów jak Grecja i Portugalia. Oba te kraje mają niższy PKB na mieszkańca niż Polska, a od Niemiec dzieli ich większy dystans pod tym względem niż przed trzema dekadami. Pokazują one, że członkostwo w Unii Europejskiej nie zabezpiecza przed popełnianiem poważnych błędów w polityce gospodarczej i choć łagodzi ich koszty, to ich całkiem nie eliminuje.


Teoretycznie możliwe są następujące ścieżki PKB po dowolnym wstrząsie:

(1) Wzrost PKB nie przyspiesza w porównaniu do prognoz sprzed wstrząsu; w efekcie, gospodarka w ogóle nie nadrabia strat w poziomie PKB wywołanych wstrząsem;

(2) Wzrost PKB przejściowo przyspiesza w porównaniu do prognoz sprzed wstrząsu; jednak przyspieszenie jest zbyt słabe lub zbyt krótkotrwałe, żeby gospodarka w pełni nadrobiła straty w poziomie PKB wywołane wstrząsem;

(3) Wzrost PKB przyspiesza w porównaniu do prognoz sprzed wstrząsu, przy czym przyspieszenie jest wystarczająco silne lub długotrwałe, żeby gospodarka w pełni nadrobiła straty w poziomie PKB wywołane wstrząsem.

Odbicie, które charakteryzuje pierwsza ścieżka PKB, bywa określne jako L-kształtne. Relacja PKB po wstrząsie do jego ścieżki oczekiwanej przed wstrząsem, jak również wiele wielkości makroekonomicznych, w szczególności odsetek zatrudnionych lub stopa inwestycji, od których zależy poziom PKB, przyjmują bowiem kształt litery L. Po ostrym załamaniu pozostają na obniżonym poziomie (w porównaniu do oczekiwań sprzed wstrząsu). W skrajnym przypadku L-kształtnego odbicia obniżyć może się nie tylko poziom PKB, ale i tempo jego wzrostu. W takim przypadku straty dla poziomu PKB wywołane początkowym załamaniem są pogłębiane w następnych okresach na skutek trwale niższej dynamiki PKB. Można wtedy powiedzieć, że litera L obrazująca relację PKB po wstrząsie do wcześniej oczekiwanej ścieżki PKB ma opadającą stopę.

Odbicie, które charakteryzuje trzecia ścieżka PKB, bywa określane jako V-kształtne, jeśli jest odpowiednio silne. Im jest ono słabsze, tym bardziej relacja PKB po wstrząsie do jego ścieżki oczekiwanej przed wstrząsem przypomina kształt litery U.

Odbicie, które charakteryzuje druga ścieżka PKB, mieści się między dwoma wcześniej opisanymi. Bywa określane jako U-kształtne, jakkolwiek z krótszym prawym ramieniem, jeśli charakteryzuje go ścieżka PKB bardziej zbliżona do trzeciej niż do pierwszej.

Według prognoz międzynarodowych organizacji spadek dynamiki PKB w Polsce w br. na skutek pandemii powinien być ograniczony, w szczególności na tle krajów Unii Europejskiej. Prognozy te są zbieżne z moimi przewidywaniami (zob. komentarz z 10 kwietnia). Jednocześnie jednak prognozy te wskazują, że odbicie w naszym kraju po pandemii będzie mniej dynamiczne niż przeciętnie w gospodarkach wschodzących i Unii Europejskiej. W rezultacie, będzie miało kształt litery U z krótszym prawym ramieniem. Prognozy te są przy tym budowane na założeniu, że nie nastąpią żadne dodatkowe wstrząsy, w tym w szczególności pandemia zakończy się po jednej fali zachorowań.

Międzynarodowy Fundusz Walutowy w kwietniu br. obniżył prognozę wzrostu PKB w naszym kraju na 2020 rok o 7,7 pkt proc. w porównaniu do prognozy z października ub.r. Jednocześnie podniósł prognozę na 2021 rok, ale tylko o 1,5 pkt proc. W rezultacie, poziom PKB w przyszłym roku ma być u nas o 6% niższy, niż przewidywano jesienią ub. roku. Nawet gdyby także w następnych latach tempo wzrostu polskiej gospodarki podniosło się o podobną wielkość, to straty dla poziomu PKB nie zostałyby w pełni nadrobione w horyzoncie 5 lat. Długość tego okresu wskazuje na poważne ryzyko, że nie da się uniknąć tych strat. W świetle prognoz MFW ryzyko to jest większe, niż przeciętnie w gospodarkach wschodzących. Mimo że skala spadku dynamiki PKB w br. w porównaniu do wcześniejszych prognoz ma być tam płytsza (i wynieść 5,6 pkt proc.), to odbicie ma być nieco silniejsze (prognozy na 2021 zrewidowano w górę o 1,8 pkt proc.). W efekcie, choć poziom PKB w 2021 roku ma być niższy niż przewidywano jesienią ub. roku (o 3,7%), to strata ta ma być prawie dwa razy mniejsza niż u nas. Zarazem, mogłaby być niemal w pełni nadrobiona, gdyby podwyższony wzrost utrzymał się w dwóch następnych latach.

Komisja Europejska w maju br. zrewidowała w dół prognozę wzrostu PKB w Polsce na 2020 rok o 7,6 pkt proc. w porównaniu do prognozy z listopada ub.r. Była to co prawda 6 najpłytsza rewizja wzrostu w całej UE. Ale jednocześnie prognozę dla naszego kraju na 2021 rok KE podniosła zaledwie o 0,8 pkt proc., najsłabiej w całej UE. W rezultacie, PKB w przyszłym roku ma być o 6,6% mniejszy niż prognozowano jesienią. Tylko w 7 krajach UE strata ta ma być głębsza. Przeciętnie w UE ma wynieść ona 4,5%. Jedynie w 1 kraju, Rumunii, horyzont jej nadrobienia przy utrzymaniu tempa wzrostu podwyższonego w podobnej skali co w przyszłym roku byłby tak odległy, jak w Polsce. U nas miałby on wynieść 10 lat, a w Rumunii 11 lat. Przeciętnie w UE wystarczyłby do tego trochę ponad rok.

Nie da się powiązać głębszych strat dla poziomu PKB w Polsce niż w gospodarkach wschodzących i Unii Europejskiej przewidywanych przez organizacje międzynarodowe z wielkością impulsu fiskalnego, gdyż organizacje te budują swoje prognozy przy założeniu keynesowskiej reakcji na impuls, a jego skala ma być w Polsce większa niż w tamtych gospodarkach.

Międzynarodowy Fundusz Walutowy prognozuje, że impuls fiskalny, zdefiniowany jako różnica w poziomie deficytu między kolejnymi rundami prognostycznymi (odpowiednio z kwietnia br. oraz z października ub. r.), wyniesie w Polsce 5,6% PKB w 2020 roku i 2,4% PKB w 2021 roku, natomiast w gospodarkach wschodzących 4,0% PKB i 2,4% PKB.

Według Komisji Europejskiej impuls ten wyniesie w naszym kraju 9,3% PKB w br. i 2,9% PKB w 2021 roku. W Unii Europejskiej ma on wynieść przeciętnie 7,5% PKB i 2,6% PKB. W br. tylko w jednym kraju, na Cyprze, będzie on silniejszy niż u nas. Jeśli zaś brać średnią z dwóch lat, większy będzie jedynie w dwóch krajach, na Cyprze i w Hiszpanii. Silniejsze pogorszenie stanu finansów publicznych w Polsce niż gdzieindziej w UE nie jest przy tym wynikiem działania automatycznych stabilizatorów, co dawałoby nadzieję na wyrośnięcie z nierównowagi fiskalnej wraz z poprawą koniunktury. U nas są one słabsze, a zarazem ich wpływ na finanse publiczne będzie ograniczany przez wspomniany płytszy spadek dynamiki PKB.

Skądinąd można powątpiewać w szanse na keynesowską reakcję na impuls w sytuacji, w której załamanie koniunktury zostało zapoczątkowane przez wstrząs o naturze podażowej. Wydatki z budżetu nie są zdolne wyciągnąć ludzi z domu na zakupy, do restauracji, kin czy teatrów, jeśli powstrzymują ich przed tym obawy o zdrowie (własne lub rodziny) lub regulacje. Nie są też w stanie przywrócić aktywności gospodarczej zatrzymanej lub ograniczonej przez zakazy i nakazy rządu – nie tylko w naszym kraju, ale i u naszych partnerów handlowych. Sektor eksportowy ucierpiał najpierw na zamrożeniu prowincji Hubei w Chinach (głównie poprzez powiązania z gospodarką niemiecką). Teraz cierpi przede wszystkim z powodu zamrożenia gospodarek europejskich. Natomiast za kwartał uderzą w niego z całą mocą skutki zamrożenia większości stanów USA. Budżet nie jest w stanie ani wygenerować popytu na dobra wytwarzane przez ten sektor, ani zastąpić go w stymulowaniu popytu na dobra oferowane przez resztę gospodarki. Sektor ten sprzedaje dobra, które albo są dalej przetwarzane za granicą (i z tego wynika ich wartość), albo trafiają na tyle rynków (lub o takich rozmiarach), że przy nich skala krajowego rynku jest zaniedbywalnie mała. Zarazem sektor ten zapewnia popyt na dużą część usług wytwarzanych w kraju lub dochody, z których są finansowane zakupy innych dóbr. Budżet nie jest zdolny wypełnić za niego tej roli zarówno ze względu na duże rozmiary tego sektora (i liczne powiązania z innymi sektorami), jak i to, że jego wydatki dodają do łącznego popytu, podczas gdy wydatki publiczne są finansowane z podatków lub długu, a w efekcie głównie zastępują inne wydatki.

Przewidywana słabość odbicia w Polsce ujawnia nadwątlenie potencjału polskiej gospodarki w poprzednich latach. W szczególności obniżono wiek emerytalny – w przypadku kobiet do najniższego poziomu w UE. Zwiększono zakres własności państwowej w sektorze przedsiębiorstw (przez nacjonalizacje zwłaszcza banków, ale też energetyki węglowej). Skrajnie upartyjniono firmy kontrolowane przez Skarb Państwa. Uchwalano wciąż nowe podatki i komplikowano istniejące. Wprowadzono szczodre zasiłki bez wymogu pracy. Regulacyjne tsunami ograniczyło konkurencję i zwiększyło niestabilność prawa – już wcześniej wysoką. Upolityczniono wymiar sprawiedliwości – zwłaszcza prokuraturę. Systematycznie zawężano kompetencje samorządów. W następstwie centralizacji władzy nasilił się problem korupcji.

Przez długi czas polska gospodarka wykazywała zaskakującą odporność na te anty-reformy. Organizacje międzynarodowe musiały niemal co roku przyznawać, że ich przewidywania odnośnie do ścieżki PKB w Polsce były zbyt pesymistyczne. Ale „długi okres”, w którym uwidaczniają się skutki podmywania fundamentów wzrostu w końcu nadszedł. Poziom PKB po przyszłorocznym odbiciu ma być wyraźnie niższy niż przewidywano w najbardziej pesymistycznych prognozach z ostatnich 4 lat. Ujawnienie się z opóźnieniem negatywnych skutków działań nadwątlających potencjał gospodarki – dopiero po wstrząsie – jest zbieżne z wynikami badań dla innych krajów.

Tym razem oceny międzynarodowych organizacji raczej nie okażą się nadmiernie pesymistyczne. Udział prywatnych inwestycji w PKB, który w ostatnich latach niemal stale się obniżał pomimo dobrej koniunktury, ma w br. spaść do poziomu, który przed globalnym kryzysem finansowym nigdy nie wystąpił w krajach „starej” UE – w ani jednym kraju, w ani jednym roku. Przy tak niskich inwestycjach prywatnych polska gospodarka ma niewielkie szanse na V-kształtne odbicie (tak jak je zdefiniowałem na wstępie), zwłaszcza, że na jej wzroście coraz poważniej będzie ważyć kurczenie się populacji w wieku produkcyjnym w następstwie starzenia się polskiego społeczeństwa. Żeby te szanse wzrosły, musiałaby nastąpić radykalna zmiana w polityce gospodarczej. Powinna ona zostać nakierowana na wzmacnianie potencjału wzrostu. Sprzyjałoby temu np. radykalne uproszczenie podatków, zatrzymanie nadprodukcji prawa, prywatyzację, przywrócenie niezależności wymiarowi sprawiedliwości. Samo ogłoszenie planów działań, które wzmacniałyby bodźce do pracy, oszczędzania, inwestowania i wprowadzania innowacji, sprzyjałoby zwiększeniu zaufania inwestorów do polskiej gospodarki. Wkrótce może ona bardzo go potrzebować. O tym napiszę w następnym komentarzu.


ANDRZEJ RZOŃCA

© ANDRZEJ RZOŃCA 2020